czwartek, 30 kwietnia 2026

Recenzja Sabotør „Første Aksjon”

 

Sabotør

„Første Aksjon”

Dark Essence Rec. 2026

Panie i panowie, browar w dłoń! Oto z Norwegii nadchodzi debiutancki album Sabotør, do którego bez złocistego napoju przysiadać nie wypada. Dwie trzecie składu odpowiedzialnego za ten materiał udzielało się wcześniej w deathmetalowym Haalbuaer (wszyscy znamy, prawda? Hehe!), ale zapuściło wąsa (albo dopiero im wyrósł z pełną siłą, bo to na oko bardzo młode chłopaki), założyło katany, i się zaczęło. Venomy, nie Venomy, pierwsza fala black metalu, alkohol, panienki… Tak sobie można to wyobrazić, bowiem tych młodzieńców całkowicie okres lat osiemdziesiątych pochłonął. Ta płyta jest cudowna w swojej prostocie, a jednocześnie stanowi swoiste kompendium owego wspomnianego okresu. Poza riffowaniem z pogranicza heavy i thrash metalu (takiego z rodzaju później nazywanym „black”), nie brak na tym albumie punkowego sznytu (w sumie to jest go w chuj i jeszcze troszkę), czy nawet zaglądania na heavymetalowe podwórko. O chwytaniu za butelkę wspomniałem nie tylko dlatego, że przy bursztynowym zajebiście się tego słucha, ale też niektóre numery brzmią jak przyśpiewki wracających z ostrej biby, narąbanych metalowców. Kojarzycie „Antichristian Hooligans”? Coś w ten deseń. Tylko że, kurwa, po norwesku. Mnóstwo tu chwytliwych riffów, prostych co prawda jak konstrukcja cepa, a przy okazji na wskroś archaicznych, przy których przypominają mi się lata, kiedy to poza Darkthrone, równie dobrze można było na domówce włączyć Sedes, i wszyscy się doskonale bawili, bez zwracania uwagi na to, czy dany zespół gra metal, czy punk. Fantastyczne jest brzmienie tego krążka. Niby czytelne, ale jednocześnie tak przesiąknięte garażem, że momentalnie włącza się „wehikuł czasu”. No i najważniejsze. Kolesie z Sabotør czują to co grają, świetnie się przy tym bawią, a ich radość tworzenia piosenek na starą modłę proporcjonalnie przenosi się na słuchacza. Może i się powtarzam, ale ten materiał jest tak nośny, że chciałoby się zrobić coś głupiego, na przykład ściągnąć gacie, i przebiec na golasa najbardziej ruchliwą ulicą miasta, sikając przypadkowemu kierowcy na maskę i śpiewając refreny z „Første Aksjon” (no dobra, to by było trudne, ale nie takie rzeczy się po pijaku robiło). Co tu snuć historie… Łapcie browar, odpalajcie tego płytonga, i bawcie się, jakby jutro nigdy nie maiło nadejść. Ależ przaśne granie!

- jesusatan


https://sabotorbergen.bandcamp.com/album/f-rste-aksjon

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz