Liturgy of Desecration
„Eschatological
Conflagration”
Fallen Temple 2026
Dziś na tapecie nowa pozycja z katalogu Fallen
Temple, w postaci debiutanckiego krążka Liturgy of Desecration. Kto podziemie
śledzi, temu nazwa ta nowa być nie powinna. Grecy wypuścili bowiem dotychczas
nieświętą trójcę EP-ek, z których ostatnia wydana została zresztą także pod
banderą Upadłej Świątyni. W zasadzie w przypadku tych bluźnierców sprawa jest
prosta jak konstrukcja cepa. War metal. Mówi wam to coś? W tym gatunku ciężko o
oryginalność. Ciężko też o niepowtarzalność, wymyślanie prochu na nowo, czy
unikanie określeń pod tytułem „przecież to wszystko już było z tysiąc razy”.
Pełna zgoda. Na „Eschatological Conflagration” nie znajdziecie niczego, co w
gatunku dotychczas nie zostało wyplute, potem odtworzone, skopiowane, zagrane
wspak czy na ukos. Duet z Aten ma to jednak w chuju, że się tak brzydko wyrażę,
i przy okazji co bardziej wrażliwych zniesmaczę, i napierdala oklepaną formułę
po raz kolejny. Piwniczne brzmienie, z ciężko dudniącymi, niczym spadające
bomby, bębnami, brzęczącymi blachami, piłującymi dość monotematycznie,
napierającymi niczym machina oblężnicza riffami, i przeżartym przez napalm
wokalem. Tempo oczywiści utrzymane stosowne do natarcia, z oczywistymi, jak to,
że po nocy nastaje dzień, zwolnieniami, ciężkimi jakby przejeżdżał po nas czołg,
oraz nagłymi, blastującymi szturmami. Pół godziny wojennych wizji, relacji z
pola bitwy, na której najczęściej wznoszonym w górę sztandarem jest ten z
wizerunkiem kozła, wszystko spowija gęsty, czarny dym, a nozdrza pali zapach
zwęglonych zwłok. Żadnej finezji, żadnych wpadających w ucho melodii, po prostu
totalny rozpierdol. Czy Liturgy of Desecration czymś się wyróżnia z zalewu tego
rodzaju antychrześcijańskich ofensyw? Według mnie niespecjalnie, co w ogóle nie
przeszkadza mi, by ową kampanie odbyć razem z nimi. Bo jest to war metal na
porządnym poziomie, który każdemu maniakowi gatunku zapewni odpowiednie „atrakcje”.
I nawet jak czasem sobie myślę, że gdybym w domu zrobił specjalną półkę na
płyty tylko i wyłącznie z rzeczonym gatunkiem, to włączając coś randomowo, często
nie miałbym pojęcia, jaki to zespół, nie przeszkadza mi to, by każdą kolejną
pozycją tego rodzaju przytulić do swego łona. Tak czyńcie i wy, kozi
zwyrodnialcy!
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz