piątek, 24 kwietnia 2026

Recenzja Liturgy of Desecration „Eschatological Conflagration”

 

Liturgy of Desecration

„Eschatological Conflagration”

Fallen Temple 2026

Dziś na tapecie nowa pozycja z katalogu Fallen Temple, w postaci debiutanckiego krążka Liturgy of Desecration. Kto podziemie śledzi, temu nazwa ta nowa być nie powinna. Grecy wypuścili bowiem dotychczas nieświętą trójcę EP-ek, z których ostatnia wydana została zresztą także pod banderą Upadłej Świątyni. W zasadzie w przypadku tych bluźnierców sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa. War metal. Mówi wam to coś? W tym gatunku ciężko o oryginalność. Ciężko też o niepowtarzalność, wymyślanie prochu na nowo, czy unikanie określeń pod tytułem „przecież to wszystko już było z tysiąc razy”. Pełna zgoda. Na „Eschatological Conflagration” nie znajdziecie niczego, co w gatunku dotychczas nie zostało wyplute, potem odtworzone, skopiowane, zagrane wspak czy na ukos. Duet z Aten ma to jednak w chuju, że się tak brzydko wyrażę, i przy okazji co bardziej wrażliwych zniesmaczę, i napierdala oklepaną formułę po raz kolejny. Piwniczne brzmienie, z ciężko dudniącymi, niczym spadające bomby, bębnami, brzęczącymi blachami, piłującymi dość monotematycznie, napierającymi niczym machina oblężnicza riffami, i przeżartym przez napalm wokalem. Tempo oczywiści utrzymane stosowne do natarcia, z oczywistymi, jak to, że po nocy nastaje dzień, zwolnieniami, ciężkimi jakby przejeżdżał po nas czołg, oraz nagłymi, blastującymi szturmami. Pół godziny wojennych wizji, relacji z pola bitwy, na której najczęściej wznoszonym w górę sztandarem jest ten z wizerunkiem kozła, wszystko spowija gęsty, czarny dym, a nozdrza pali zapach zwęglonych zwłok. Żadnej finezji, żadnych wpadających w ucho melodii, po prostu totalny rozpierdol. Czy Liturgy of Desecration czymś się wyróżnia z zalewu tego rodzaju antychrześcijańskich ofensyw? Według mnie niespecjalnie, co w ogóle nie przeszkadza mi, by ową kampanie odbyć razem z nimi. Bo jest to war metal na porządnym poziomie, który każdemu maniakowi gatunku zapewni odpowiednie „atrakcje”. I nawet jak czasem sobie myślę, że gdybym w domu zrobił specjalną półkę na płyty tylko i wyłącznie z rzeczonym gatunkiem, to włączając coś randomowo, często nie miałbym pojęcia, jaki to zespół, nie przeszkadza mi to, by każdą kolejną pozycją tego rodzaju przytulić do swego łona. Tak czyńcie i wy, kozi zwyrodnialcy!

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz