piątek, 3 kwietnia 2026

Recenzja Evil Warriors „Evil Warriors”

 

Evil Warriors

„Evil Warriors”

Into Endless Chaos Records 2026

Nie znałem wcześniej tej kapeli i patrząc na jej zdjęcie, dołączone do tego materiału oraz biorąc pod uwagę nazwę, myślałem, że mam do czynienia z heavy metalową brygadą. Otóż, zdziwiłem się, bo Evil Warriors grają black metal. I to nie od wczoraj, ponieważ pojawili się na świecie w 2007 roku w pięknym mieście Lipsk, a najnowsza płyta jest już trzecim w ich dorobku krążkiem. Znalazło się na nim pięć niezbyt krótkich numerów, gdyż zebrane w całość, generują ponad czterdzieści minut muzyki. To rzęsista diabelszczyzna, w której poszczególne warstwy tremolo nakładają się na siebie, tworząc gęstą plątaninę dźwięków, gdzie nie gdzie ozdobioną saksofonem, który swymi improwizacyjnymi nutami dodał tutejszym aranżacjom nieco chorobliwego dramatyzmu. „Evil Warriors” swą wielowarstwową budową kreuje zwartą ścianę black metalu, z której wydobywają się ponure i wojownicze melodie, przywodząc skojarzenia z ujęciem islandzkim, ponieważ Niemcy stosują nie tylko klasyczne dla tego gatunku kostkowanie, wplatając w kompozycje również sporo modernistycznych harmonii, zawijasów, dysonansowych riffów i klimatycznych momentów. Jeżeli chodzi o tempo, to jest ono głównie szybkie i poza drugim utworem „Suche”, w którym dominuje średnia agogika i atmosferyczne podejście, reszta to ostre cięcie w stylu Marduk. Album zawierający zadzierżyste i nie do końca oczywiste ujęcie black metalu, którego zdecydowane tony, podparte silną sekcją rytmiczną, szorstkimi, nienawistnymi wokalizami oraz schizofrenicznymi, niemalże jazzowymi, saksofonowymi wtrętami, robi piorunujące wrażenie. Piekielna muzyka, o maniakalnym, szorstkim i gwałtownym usposobieniu. Polecam.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz