Evil
Warriors
„Evil
Warriors”
Into Endless Chaos Records 2026
Nie
znałem wcześniej tej kapeli i patrząc na jej zdjęcie, dołączone do tego
materiału oraz biorąc pod uwagę nazwę, myślałem, że mam do czynienia z heavy
metalową brygadą. Otóż, zdziwiłem się, bo Evil Warriors grają black metal. I to
nie od wczoraj, ponieważ pojawili się na świecie w 2007 roku w pięknym mieście
Lipsk, a najnowsza płyta jest już trzecim w ich dorobku krążkiem. Znalazło się
na nim pięć niezbyt krótkich numerów, gdyż zebrane w całość, generują ponad
czterdzieści minut muzyki. To rzęsista diabelszczyzna, w której poszczególne
warstwy tremolo nakładają się na siebie, tworząc gęstą plątaninę dźwięków, gdzie
nie gdzie ozdobioną saksofonem, który swymi improwizacyjnymi nutami dodał
tutejszym aranżacjom nieco chorobliwego dramatyzmu. „Evil Warriors” swą
wielowarstwową budową kreuje zwartą ścianę black metalu, z której wydobywają
się ponure i wojownicze melodie, przywodząc skojarzenia z ujęciem islandzkim,
ponieważ Niemcy stosują nie tylko klasyczne dla tego gatunku kostkowanie,
wplatając w kompozycje również sporo modernistycznych harmonii, zawijasów,
dysonansowych riffów i klimatycznych momentów. Jeżeli chodzi o tempo, to jest
ono głównie szybkie i poza drugim utworem „Suche”, w którym dominuje średnia
agogika i atmosferyczne podejście, reszta to ostre cięcie w stylu Marduk. Album
zawierający zadzierżyste i nie do końca oczywiste ujęcie black metalu, którego
zdecydowane tony, podparte silną sekcją rytmiczną, szorstkimi, nienawistnymi
wokalizami oraz schizofrenicznymi, niemalże jazzowymi, saksofonowymi wtrętami,
robi piorunujące wrażenie. Piekielna muzyka, o maniakalnym, szorstkim i gwałtownym
usposobieniu. Polecam.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz