piątek, 24 kwietnia 2026

Recenzja Hajduk „Хвърковата чета”

 

Hajduk

„Хвърковата чета”

Amor Fati 2026

Teraz będzie trochę lokalnej egzotyki. Lokalnej, bo ten jednoosobowy projekt pochodzi z Europy, a egzotyki, bo z kraju, gdzie kiedyś nasi „lepsi” rodacy udawali się na słoneczne wakacje do Złotych Piasków, czyli Bułgarii. Hajduk istnieje od 2019 roku i po kilku epkach i jakimś tam splicie, zdecydował się w końcu na wydanie debiutanckiej płyty. To sześć kawałków black metalu, który wypływa z drugiej fali tego gatunku, zatem tremolo, trochę thrashujących riffów, w tym przypadku dobrze słyszalny bas i delikatnie wycofana perkusja o niemiłosiernie szeleszczących talerzach. Aha, byłbym zapomniał o wokalach w formie zajadłych wrzasków, które kaleczą uszy. Całość lekko ociera się o odmianę „raw”, ponieważ czasami trzeszczy tu, rzęzi i szumi, ale czytelnie i zrozumiale. Nadaje to muzie ostrości i zdecydowanego charakteru, pomimo dość dużej melodyjności, która w pełni korzysta z bałkańskich dobrodziejstw kulturalnych, kierując ten album w strony folkowe. Nic dziwnego, bo Hajduk tym materiałem opowiada o życiu i walce bułgarskiego rewolucjonisty Georgija Benkowskiego, przenosząc (podobno, głowy nie dam) poezję i pieśni ludowe na black metal. Wyszło to nawet nieźle, owocując chwytliwą, ale i zadziorną diabelszczyzną, która płynie w zmiennych tempach, chłoszcząc i rozmarzając na przemian. Strukturalnie, przypomina mi to trochę naszą Mgłę, gdyż tutaj również można zetknąć się z wyraźnymi i przygnębiającymi harmoniami, które zsyłają spore pokłady upiornej melancholii, lecz i agresją odznaczyć się umieją, jak i sypnąć szronem, bądź piaskiem (czarnym nie złotym) potrafią. Robią to podobnie do Krakowian, gdyż z sentymentem i butą, hipnotyzując z wprawą. Melodyjny i zarazem szorstki krążek, który odkrył przede mną jak dotąd nie znaną mi bułgarsko-black metalową duszę. Warto czy nie warto, oceńcie sami. Według mnie jest przyzwoicie.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz