Mezzrow
„Embrace the Awakening”
ROAR! / Rock of Angels Rec. 2025
Nazwa Mezzrow gdzieś mi w głowie świta.
Prawdopodobnie spotkałem się z nią w okolicach wydania przez zespół pierwszej
płyty. Nie był to jednak chyba żaden diament, skoro ewidentnie poszła w
niepamięć. Zresztą jak sam zespół, który to po wydaniu rzeczonego „Then Came the
Killing” zniknął z powierzchni ziemi na długie dekady, by powstać z grobu
dopiero pięć lat do tyłu od teraz. „Embrace the Awakening” jest ich drugą płytą
poreaktywacyjną nagraną w bardzo przewietrzonym, względem oryginału, składzie.
Owo odświeżenie chyba wyszło zespołowi na dobre, bo przyznać trzeba, że
materiał ten stoi na naprawdę wysokim poziomie, a na pewno jest lepszy niż
debiut. Mamy tu niespełna trzydzieści osiem minut rasowego, klasycznego thrashu.
Bogatego w środki, bowiem poza momentami zagranymi na pełnym speedzie, panowie
serwują chwilami fragmenty bardziej melodyjne, przeplatane riffami do
rytmicznego moshu („The Moment to Arise”), a także nie stronią od wycieczek w
kierunku heavymetalowym. Wszystko to bardzo zgrabnie, i co najważniejsze,
logicznie, poskładane. Oczywiście awangardy na tym krążku zero, za to
odnośników do bardziej znanych nazw co nie miara, żeby wymienić choćby
Testament, Exodus czy Annihilation albo Napalm. Podobnie jak sama muzyka,
równie oldskulowe są na tym krążku wokale. Poza czystym śpiewem, sporo chórków,
zwłaszcza w refrenach, co sprawia, że nic tylko łapać zimnego browara w dłoń, i
dołączać. Tym bardziej, że chwilami można odnieść wrażenie, że Mezzrow to taki
nieco bardziej jadowity Running Wild. No i solówki. W nich słychać, że panowie
w instrumenty potrafią, a metal znają nie od przedwczoraj. Pod względem
brzmienia za bardzo nie ma się czego czepiać. Jest klarowne, mocne, takie …
Testamentowe. Mimo iż wolę jednak tą najbardziej wkurwioną wersję thrash metalu
(acz takowych momentów i tu nie brakuje, tylko szkoda, że tak mało), trzeci
album Szwedów to naprawdę niezłe granie. A na pewno fani gatunku powinni być
nim ukontentowani. Jeśli zatem kochacie klasyczny thrash, a jakoś „Embrace the
Awakening” wam umknął, to cofnijcie się do końcówki zeszłego roku, i sprawdźcie
tą pozycję. Moim zdaniem warto.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz