Temora
„Demo
2025”
Blood
Harvest 2026
Lubicie
Sněť lub Mordloch? Jeśli tak, to Temora jest dla was. To świeża kapela z
Czeskich Budziejowic, w skład której wchodzą może młodzi muzycy, ale zupełnie
niedzisiejsi. Jest to oczywiście wielkim plusem, bo ich death metal rządzi. To
niewątpliwie klasyczne ujęcie gatunku, które dominowało na przełomie lat
osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy to śmierć metalowe, oślizgłe
granie było na porządku dziennym. Prosta konstrukcja, oszczędność akordów,
piskliwe i mroczne wywijasy. Ociężałe galopady, siermiężne zwolnienia i upiorne
solówki. Całość zapodana za pomocą gitar o ziarnistym brzmieniu, żylastego basu
i niezwykle naturalnej perkusji. Do tego dołożono głębokie growle, które od
czasu do czasu konwersują z wydobywającymi się z zaropiałego gardła wokalizami
i kulajda gotowa. Jednakże nie znajdziecie w niej jajek, grzybów, śmietany i
ziemniaków, ale za to mnóstwo cmentarnego błota, trupiego mięsa i bagiennego
mułu. Śmierdzi to trującymi miazmatami lub wilgotną piwnicą, ale gniecie
okrutnie i buja z mozołem. Gnilny koncentrat wykreowany w oparciu o toporne
riffy, przełamywane niekiedy przez delikatnie karkołomne rozwiązania, co
urozmaica i odbiera liniowości utworom, które pomimo swej prostoty nie nudzą i
potrafią zaskoczyć niejednym, schizoidalnym fikołkiem. Pewnie, że w tych
pięciu, debiutanckich utworach, tej czwórki Czechów słychać młodzieńczą
nieporadność, lecz poprzez zapał, użycie właściwych środków i inteligentne
pomysły, wychodzą z tego obronną ręką. Swoim demosem zsyłają bogate pokłady
death metalu, który odbiera powietrze i zasysa światło. Lepki i obrzydliwy
materiał, sączący się niczym piekielna smoła ku uciesze maniaków staroszkolnego
deta. Bród i smród, a pośród nich kostucha. Tak trzymać. Nowa siła z czeskiej
ziemi nadciąga. Czekam na ciąg dalszy bez dwóch zdań.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz