sobota, 11 kwietnia 2026

Recenzja Temora „Demo 2025”

 

Temora

„Demo 2025”

Blood Harvest 2026

 


Lubicie Sněť lub Mordloch? Jeśli tak, to Temora jest dla was. To świeża kapela z Czeskich Budziejowic, w skład której wchodzą może młodzi muzycy, ale zupełnie niedzisiejsi. Jest to oczywiście wielkim plusem, bo ich death metal rządzi. To niewątpliwie klasyczne ujęcie gatunku, które dominowało na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy to śmierć metalowe, oślizgłe granie było na porządku dziennym. Prosta konstrukcja, oszczędność akordów, piskliwe i mroczne wywijasy. Ociężałe galopady, siermiężne zwolnienia i upiorne solówki. Całość zapodana za pomocą gitar o ziarnistym brzmieniu, żylastego basu i niezwykle naturalnej perkusji. Do tego dołożono głębokie growle, które od czasu do czasu konwersują z wydobywającymi się z zaropiałego gardła wokalizami i kulajda gotowa. Jednakże nie znajdziecie w niej jajek, grzybów, śmietany i ziemniaków, ale za to mnóstwo cmentarnego błota, trupiego mięsa i bagiennego mułu. Śmierdzi to trującymi miazmatami lub wilgotną piwnicą, ale gniecie okrutnie i buja z mozołem. Gnilny koncentrat wykreowany w oparciu o toporne riffy, przełamywane niekiedy przez delikatnie karkołomne rozwiązania, co urozmaica i odbiera liniowości utworom, które pomimo swej prostoty nie nudzą i potrafią zaskoczyć niejednym, schizoidalnym fikołkiem. Pewnie, że w tych pięciu, debiutanckich utworach, tej czwórki Czechów słychać młodzieńczą nieporadność, lecz poprzez zapał, użycie właściwych środków i inteligentne pomysły, wychodzą z tego obronną ręką. Swoim demosem zsyłają bogate pokłady death metalu, który odbiera powietrze i zasysa światło. Lepki i obrzydliwy materiał, sączący się niczym piekielna smoła ku uciesze maniaków staroszkolnego deta. Bród i smród, a pośród nich kostucha. Tak trzymać. Nowa siła z czeskiej ziemi nadciąga. Czekam na ciąg dalszy bez dwóch zdań.

shub niggurath




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz