wtorek, 14 kwietnia 2026

Recenzja Grief Collector „The Death of All Dreams”

 

Grief Collector

„The Death of All Dreams”

Nine Records 2026

Grief Collector to amerykańska grupa, która gra doom metal w klasycznej jego formie, co też zawiera ich najnowszy, trzeci krążek. Na pierwszym albumie śpiewał Robert Lowe i jestem ciekaw jak to wyszło, ale od drugiego albumu mikrofon trzyma niejaki Julian Küster, którego głos odznacza się niebywałym ładunkiem emocjonalnym, lecz brzmi mocno hard rockowo i telewizyjnie. W przypadku twórczości Amerykanów to nie przeszkadza, a nawet bardzo dobrze się wpisuje w muzykę, gdyż ma ona charakter bardziej balladowy i nie ma raczej nic wspólnego z energetycznymi i ciężkimi galopadami w stylu Solitude Aeturnus czy Candlemass. Grief Collector stawia na spokojne i rozmarzone nuty, które leniwie płyną przed siebie, zsyłając senną atmosferę. Na „The Death of All Dreams” usłyszycie mnóstwo nastrojowych melodii, takich też solówek, dźwięków na gitarze akustycznej czy smyczków. Wszystkie te elementy stanowią trzon muzyki tego zespołu, a jeśli panowie zdecydują się już trochę mocniej przygrzać, to stanowi to, niejako dodatek do lirycznych treści tego materiału. Nie można powiedzieć, że się źle tego słucha, bo i chwytliwości tu nie brakuje, a i progresywne rozwiązania oraz przebojowe zrywy, przyciągnąć do siebie uwagę potrafią. Doom metal w tradycyjnym wydaniu, który koncentruje się na budowaniu melancholijnej atmosfery, którą od czasu do czasu tercet ten, rozładowuje agresywniejszym uderzeniem. Robi się wtedy energiczniej i mroczniej jak chociażby w kawałkach „Cosmic Loneliness” czy „Funeral World”. Wszystko dobrze zaaranżowane, wyprodukowane i okraszone koronkowymi zagrywkami robi naprawdę dobrze, o ile oczywiście ktoś gustuje w takich nutach. Mnie się nawet podoba, choć za często po taką muzę nie sięgam, a fanom klasycznego doom metalu z pewnością również nie zalegnie na żołądku.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz