Grief
Collector
„The
Death of All Dreams”
Nine Records 2026
Grief
Collector to amerykańska grupa, która gra doom metal w klasycznej jego formie,
co też zawiera ich najnowszy, trzeci krążek. Na pierwszym albumie śpiewał
Robert Lowe i jestem ciekaw jak to wyszło, ale od drugiego albumu mikrofon
trzyma niejaki Julian Küster, którego głos odznacza się niebywałym ładunkiem
emocjonalnym, lecz brzmi mocno hard rockowo i telewizyjnie. W przypadku
twórczości Amerykanów to nie przeszkadza, a nawet bardzo dobrze się wpisuje w
muzykę, gdyż ma ona charakter bardziej balladowy i nie ma raczej nic wspólnego
z energetycznymi i ciężkimi galopadami w stylu Solitude Aeturnus czy
Candlemass. Grief Collector stawia na spokojne i rozmarzone nuty, które leniwie
płyną przed siebie, zsyłając senną atmosferę. Na „The Death of All Dreams”
usłyszycie mnóstwo nastrojowych melodii, takich też solówek, dźwięków na
gitarze akustycznej czy smyczków. Wszystkie te elementy stanowią trzon muzyki
tego zespołu, a jeśli panowie zdecydują się już trochę mocniej przygrzać, to
stanowi to, niejako dodatek do lirycznych treści tego materiału. Nie można
powiedzieć, że się źle tego słucha, bo i chwytliwości tu nie brakuje, a i
progresywne rozwiązania oraz przebojowe zrywy, przyciągnąć do siebie uwagę potrafią.
Doom metal w tradycyjnym wydaniu, który koncentruje się na budowaniu
melancholijnej atmosfery, którą od czasu do czasu tercet ten, rozładowuje
agresywniejszym uderzeniem. Robi się wtedy energiczniej i mroczniej jak
chociażby w kawałkach „Cosmic Loneliness” czy „Funeral World”. Wszystko dobrze
zaaranżowane, wyprodukowane i okraszone koronkowymi zagrywkami robi naprawdę
dobrze, o ile oczywiście ktoś gustuje w takich nutach. Mnie się nawet podoba,
choć za często po taką muzę nie sięgam, a fanom klasycznego doom metalu z
pewnością również nie zalegnie na żołądku.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz