czwartek, 2 kwietnia 2026

Recenzja Absent Ritual “The Cryptic Descent: A Compilation of Madness”

 

Absent Ritual

“The Cryptic Descent: A Compilation of Madness”

Eternal Death 2026

Na początku marca ukazało się debiutanckie demo amerykańskiego trio, kryjącego się pod szyldem Absent Ritual. Nie wiem, czy panowie się czasem nie pomylili, bo bardziej by mi pasowało Absinthe Ritual, zwłaszcza wnioskując z tego, co na owym demo się znajduje. A znajdują się jedynie trzy kompozycje, z których najkrótsza – cztero, a najdłuższa niemal dziesięciominutowa. Jednemu zaprzeczyć się nie da. Zdecydowanie nie jest to granie, jakiego wszędzie naokoło pełno. Panowie przysiedli bowiem do black metalu ze sporą ilością jakiegoś zioła, tudzież wywołującego halucynacje alkoholu, albo mikstur z sobie tylko znanych składników, niekoniecznie legalnych. Jeśli chodzi o dwie pierwsze piosenki, to mamy tu coś na kształt mieszanki klasycznego heavy metalu, black metalu i psychodelicznego rocka z lat siedemdziesiątych. Chwilami brzmi to jak lżejsza wersja leśnego, norweskiego bleka. Lżejsza dlatego, że ja, w ogóle nie znajduję w tym pierdolnięcia, że o diable nie wspomnę. Jest za to lekkie, swobodne rzeźbienie, harmonie balansujące między metalem a wspomnianym rockiem, melodyjne, archaiczne partie solowe, a dla kontrastu dość srogie blackmetalowe wokale. Kojarzy mi się to z czymś, i to bardzo. Zwłaszcza końcówka „Darkness Divine”… Ta melodia, z wyraźnie wysuniętym basem… gdzieś to już słyszałem. Był to jednak na pewno etap mojego rozbratu z rzeczonym gatunkiem (a na pewno z rozwijającym się wówczas odłamem), dlatego też pewnie ktoś mądrzejszy, posłuchawszy, wpadnie szybciej na to, do czego piję. Na pewno też jednak są tu momenty podobne klimatem do chilijskiego Sign of Evil. Z tą różnicą, że jakby bardziej oszczędne, zachowawcze. A dla mnie zbyt miękkie, i to bez różnicy, czy zinterpretujecie to pojęcie czysto muzycznie, czy pod względem zawartości substancji o organizmie. Ostatni numer na „A Cryptic Descent” to instrumental, taki z gatunku nieco narkotycznego dungeon synth. W sumie, to nudny jak cała reszta. Nie przemawia do mnie to wydawnictwo. Choć z drugiej strony, są szanse, że trafi gdzieś, tam, na podatny grunt. Zwłaszcza, że, jak wspomniałem na wstępie, jest to coś innego. Sprawdźcie sobie zatem sami. Ja się wynudziłem.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz