Malhkebre
„B.A.M.N.”
Battlesk'rs Productions 2026
Ten materiał miał się, według wstępnych zapowiedzi,
ukazać pod koniec ubiegłego roku. Sygnalizowany był bowiem EP-ką „To Those Who
Forged Us”, zawierającą, między innymi, jeden z utworów z trzeciego albumu
Francuzów, który to ostatecznie mam przed sobą. Czekałem na to wydawnictwo.
Może nie z wypiekami na twarzy, ale jakoś tak podświadomie czułem, że będzie to
dobra rzecz. Ortodoksów może co prawda odstraszać widoczna powyżej okładka, no
ale każdy z nas ma jakieś granice tolerancji czy dystansu. Też mi się ona nie
podoba, ale kija w dupie nie mam, a muzyczna zawartość „B.A.M.N.” w pełni mi
niedogodności związane z owym obrazkiem wynagradza. Mamy tu czterdzieści jeden
minut francuskiego black metalu w pełnej krasie i z całym bogactwem inwentarza.
Co najważniejsze, na tym albumie nie ma ani sekundy nudy. Różnorodność tempa,
od blastów po fragmenty wolniejsze, płynne przejścia z riffu w riff, przy okazji
urozmaicone sposoby kostkowania, od tych bardziej klasycznych, po
nowocześniejsze, głównie szkoły muzykom rodzimej, szeroki wachlarz ekspresji
wokalnych… W zasadzie wszystko tutaj niesamowicie się klei, a wymienienie
jakichkolwiek wybijających się kompozycji nie jest zadaniem łatwym, bo
„B.A.M.N.” jest po prostu płytą cholernie równą. Może i nie grzeszącą przesadnie
oryginalnością, bo nazw przychodzących na myśl podczas odsłuchu można by
wymienić przynajmniej kilka (Aosoth, Drastus, czy nawet belgijski Possession),
ale przyznajcie sami… Ileż to płyt, na których oryginalności jest tyle co w
dziwce wstydu, potrafi wami totalnie pozamiatać. Malhkebre tworzą swoje dźwięki
w oparciu o najlepsze wzorce, to prawda, lecz nie ograniczają się jedynie do
bezmyślnego kopiowania. Niech dowodem na to będzie, iż w niektórych partiach
można tutaj dosłuchać się grania bardziej klasycznego, sięgającego czasów
pierwszej fali. No niech takim przykładem będzie „We Fight and We Protect”, w
którym słychać echa Vonom, z tym charakterystycznym, jeszcze punkowym sznytem. Albo
obecne, przynajmniej w kilku miejscach, zagrania marszowe, bitewne. To wszystko
czyni „trójkę” Malhkebre albumem ciekawym i wartym uwagi, trzymającym w
skupieniu od początku do końca. Zdecydowanie warto się z tymi nagraniami
zapoznać, i to niekoniecznie tylko w przypadku, jeśli jesteśmy zwolennikami
szkoły francuskiej.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz