piątek, 3 kwietnia 2026

Recenzja Malhkebre „B.A.M.N.”

 

Malhkebre

„B.A.M.N.”

Battlesk'rs Productions 2026

Ten materiał miał się, według wstępnych zapowiedzi, ukazać pod koniec ubiegłego roku. Sygnalizowany był bowiem EP-ką „To Those Who Forged Us”, zawierającą, między innymi, jeden z utworów z trzeciego albumu Francuzów, który to ostatecznie mam przed sobą. Czekałem na to wydawnictwo. Może nie z wypiekami na twarzy, ale jakoś tak podświadomie czułem, że będzie to dobra rzecz. Ortodoksów może co prawda odstraszać widoczna powyżej okładka, no ale każdy z nas ma jakieś granice tolerancji czy dystansu. Też mi się ona nie podoba, ale kija w dupie nie mam, a muzyczna zawartość „B.A.M.N.” w pełni mi niedogodności związane z owym obrazkiem wynagradza. Mamy tu czterdzieści jeden minut francuskiego black metalu w pełnej krasie i z całym bogactwem inwentarza. Co najważniejsze, na tym albumie nie ma ani sekundy nudy. Różnorodność tempa, od blastów po fragmenty wolniejsze, płynne przejścia z riffu w riff, przy okazji urozmaicone sposoby kostkowania, od tych bardziej klasycznych, po nowocześniejsze, głównie szkoły muzykom rodzimej, szeroki wachlarz ekspresji wokalnych… W zasadzie wszystko tutaj niesamowicie się klei, a wymienienie jakichkolwiek wybijających się kompozycji nie jest zadaniem łatwym, bo „B.A.M.N.” jest po prostu płytą cholernie równą. Może i nie grzeszącą przesadnie oryginalnością, bo nazw przychodzących na myśl podczas odsłuchu można by wymienić przynajmniej kilka (Aosoth, Drastus, czy nawet belgijski Possession), ale przyznajcie sami… Ileż to płyt, na których oryginalności jest tyle co w dziwce wstydu, potrafi wami totalnie pozamiatać. Malhkebre tworzą swoje dźwięki w oparciu o najlepsze wzorce, to prawda, lecz nie ograniczają się jedynie do bezmyślnego kopiowania. Niech dowodem na to będzie, iż w niektórych partiach można tutaj dosłuchać się grania bardziej klasycznego, sięgającego czasów pierwszej fali. No niech takim przykładem będzie „We Fight and We Protect”, w którym słychać echa Vonom, z tym charakterystycznym, jeszcze punkowym sznytem. Albo obecne, przynajmniej w kilku miejscach, zagrania marszowe, bitewne. To wszystko czyni „trójkę” Malhkebre albumem ciekawym i wartym uwagi, trzymającym w skupieniu od początku do końca. Zdecydowanie warto się z tymi nagraniami zapoznać, i to niekoniecznie tylko w przypadku, jeśli jesteśmy zwolennikami szkoły francuskiej.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz