Lago
„Vigil”
Everlasting Spew Records (2026)
Pochodzący
z Arizony kwartet Lago działa na muzycznym padole od ponad półtora dekady i dał
się poznać światu z dobrej strony za sprawą dwóch pełniaków i kilku mniejszych
wydawnictw. Zwłaszcza wydany w 2018 roku w barwach Unique Leader Records „Sea
of Duress” zaskarbił sobie moją przychylność, bo choć daleki byłem od peanów
pochwalnych i stawiania Lago na piedestał, to zdecydowanie było w ich
warsztacie coś ponadprzeciętnego. Kontrolowany chaos i ulceratowe dysonanse
rezonujące z bezduszną motoryką Hate Eternal zostały podane w całkiem
przystępnej dla słuchacza formie. „Vigil” to najnowsza propozycja Amerykanów i
pomimo że dałem temu materiałowi trochę czasu by mnie do siebie przekonał, to
muszę z przykrością stwierdzić, że to się nie zadziało. Na swoim trzecim
wydawnictwie Lago nie robi żadnej rewolucji, ale na pewno możemy mówić o
ewolucji w stosunku do wcześniejszych materiałów. Nagrana cechuje bardzo duża
kliniczność brzmieniowa potęgująca aurę bezduszności i automatyzacji. Pomimo,
że dysonansowe meandry są wciąż obecne da się zauważyć, że akcenty zostały
mocniej przesunięte z obszaru Gorguts / Ulcerate w kierunku Immolation / Hate
Eternal. I pewnie nie miał bym z tym problemu, gdyby to hulało. A niestety nie hula.
Jest w tym graniu coś beznamiętnie topornego, pozbawionego życia, odegranego
bez serca, a przez to nieangażującego. W wolniejszych fragmentach jest tu po
prostu nudno. Sprawnie warsztatowo, precyzyjnie, ale nudno i bez charakteru.
Absolutnie żadna z kilkunastu podjętych prób nie zakończyła się większym
zaangażowaniem mnie jako słuchacza w ten materiał. Czy jest więc coś w tym
materiale, co mi się podoba i mnie przekonuje? Tak – solówki. Jeśli ktoś lubi
gitarowe sola, niebanalne, nieperliste, pomysłowe, to tutaj jest ich pod
dostatkiem i w tym aspekcie jest to na pewno jedno z najlepszych wydawnictw
jakie słyszałem w ostatnich latach. Jeśli ktoś nie lubi solówek i uważa, że to
relikt czasów minionych ten będzie miał kolejny powód do narzekań. Ja lubię, więc
mam chociaż jeden powód, aby wskazać atuty tego wydawnictwa. Umiejętności
muzyków i potencjał stojący za tymi dźwiękami finalnie jawi się jako
niespełniona obietnica. Wielka szkoda, bo już kiedy pokazali, że stać ich na
dużo. Może kiedyś „Vigil” do mnie trafi, ale póki co jest inaczej.
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz