wtorek, 21 kwietnia 2026

Recenzja Lago „Vigil”

 

Lago

„Vigil”

Everlasting Spew Records (2026)

 


Pochodzący z Arizony kwartet Lago działa na muzycznym padole od ponad półtora dekady i dał się poznać światu z dobrej strony za sprawą dwóch pełniaków i kilku mniejszych wydawnictw. Zwłaszcza wydany w 2018 roku w barwach Unique Leader Records „Sea of Duress” zaskarbił sobie moją przychylność, bo choć daleki byłem od peanów pochwalnych i stawiania Lago na piedestał, to zdecydowanie było w ich warsztacie coś ponadprzeciętnego. Kontrolowany chaos i ulceratowe dysonanse rezonujące z bezduszną motoryką Hate Eternal zostały podane w całkiem przystępnej dla słuchacza formie. „Vigil” to najnowsza propozycja Amerykanów i pomimo że dałem temu materiałowi trochę czasu by mnie do siebie przekonał, to muszę z przykrością stwierdzić, że to się nie zadziało. Na swoim trzecim wydawnictwie Lago nie robi żadnej rewolucji, ale na pewno możemy mówić o ewolucji w stosunku do wcześniejszych materiałów. Nagrana cechuje bardzo duża kliniczność brzmieniowa potęgująca aurę bezduszności i automatyzacji. Pomimo, że dysonansowe meandry są wciąż obecne da się zauważyć, że akcenty zostały mocniej przesunięte z obszaru Gorguts / Ulcerate w kierunku Immolation / Hate Eternal. I pewnie nie miał bym z tym problemu, gdyby to hulało. A niestety nie hula. Jest w tym graniu coś beznamiętnie topornego, pozbawionego życia, odegranego bez serca, a przez to nieangażującego. W wolniejszych fragmentach jest tu po prostu nudno. Sprawnie warsztatowo, precyzyjnie, ale nudno i bez charakteru. Absolutnie żadna z kilkunastu podjętych prób nie zakończyła się większym zaangażowaniem mnie jako słuchacza w ten materiał. Czy jest więc coś w tym materiale, co mi się podoba i mnie przekonuje? Tak – solówki. Jeśli ktoś lubi gitarowe sola, niebanalne, nieperliste, pomysłowe, to tutaj jest ich pod dostatkiem i w tym aspekcie jest to na pewno jedno z najlepszych wydawnictw jakie słyszałem w ostatnich latach. Jeśli ktoś nie lubi solówek i uważa, że to relikt czasów minionych ten będzie miał kolejny powód do narzekań. Ja lubię, więc mam chociaż jeden powód, aby wskazać atuty tego wydawnictwa. Umiejętności muzyków i potencjał stojący za tymi dźwiękami finalnie jawi się jako niespełniona obietnica. Wielka szkoda, bo już kiedy pokazali, że stać ich na dużo. Może kiedyś „Vigil” do mnie trafi, ale póki co jest inaczej.

                                                                                                                          Harlequin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz