wtorek, 14 kwietnia 2026

Recenzja Zadushka „Wielkhi Tydzień”

 

Zadushka

„Wielkhi Tydzień”

Nuclear Forest 2023

A teraz kapka retrospekcji. Materiał ten ukazał się co prawda zdrowo ponad dwa lata temu, jednak, jako iż zespół będzie niedługo gościł w moim mieście z pokazami artystycznymi, postanowiłem sprawdzić, kto zacz. Na tak zadane, przynajmniej dosłownie, pytanie, odpowiedź nie jest trudna, bo pierwsze skrzypce w Zadushce gra Pan J, znany choćby ze Sznura. Natomiast muzycznie… Sam zespół określa swoją twórczość jako „Necrodoom Metal”. Hmm… Skoro tak, to niech im będzie. Czym zatem ów Necrodoom jest? Mocno połamaną i pokombinowaną wariacją, happeningiem, performensem... Nie brak na „Wielkhim Tygodniu” elementów psychodelicznego rocka, rocka progresywnego, metalu w bardzo, ale to bardzo szerokim spektrum, a nawet elementów ludowych w krzywym (albo nawet potłuczonym) zwierciadle. I chyba łatwiej byłoby mi rzucić tutaj nazwami pokroju Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi, Furia czy Kobong, niż rozbierać wszystko na czynniki pierwsze. Choćby z tego powodu, że wachlarz zastosowanych rozwiązań jest w przypadku Zadushki naprawdę nieszablonowy i bogaty. Na tyle, że nawet przytoczone przed chwilą nazwy nie są do końca wyznacznikiem tworzonej przez trio muzyki. Zdaje się ona być komponowaną na totalnego spontana, bez oglądania się na jakiekolwiek ramy, i to nie tylko muzyczne. Pod względem samego konceptu (zaczynając nawet od pisowni nazwy projektu i tytułu utworów), jak i tekstów, mamy tutaj twórczość totalnie bez kija w dupie, o tragikomicznym zabarwieniem. No bo jak tu poważnie odbierać tekst typu „Kostucha Ściga Cię, Członków tęskliwa jest, Niczym Baba Stara, Wyżre Cię z gara”. Na tym krążku bezwzględnie króluje teatralność, a „Wielkhi Tydzień” mógłby być ścieżką dźwiękową do jakiegoś upiornego przedstawienia, bo bez wizualizacji całość zdaje mi się poniekąd niepełną. To nie jest łatwy w odbiorze materiał. Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie, on na początku najzwyczajniej zniechęca, odpycha, nawet irytuje. Jako jednak, że lubię wyzwania, a ponadto coś wciąż szeptało mi do ucha, by do Zadushki wrócić, dałem tym pięciu piosenkom drugą, trzecią, i piątą szansę. I nadal do końca nie potrafią się określić, bo chwilami ogarnia mnie zachwyt, a za chwilę zastanawiam się, czy to aby nie jest jeden wielki, zrobiony dla jaj kicz, ściema jakaś. Jedno natomiast jest pewne. Ten album jest na pewno czymś nietuzinkowym, czego nie znajdziecie na każdej sklepowej półce. On ma swoje własne, kompletnie odmienne od utartych standardów oblicze i na współczesnej scenie wyróżnia się niczym albinos w stadzie niedźwiedzi brunatnych. I tylko kwestia, czy wy go w swoim otoczeniu zaakceptujecie, czy pogonicie gdzie raki zimują… wróć… gdzie pieprz rośnie! Ja się od ostatecznego werdyktu wstrzymuję, ale jednego jestem pewny. Muszę (!) to zobaczyć na żywo. Bo to zapewne będzie czynnik przeważający w jedną, albo drugą stronę.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz