Nixil / Drouth
„Toward Dead Temples”
Self-Release 2026
Składankę
zaczyna Nixil, będący kwintetem z Baltimore. Panowie mają za sobą już dwa
albumy, ale tutaj prezentują trzy, nowe utwory. Muzyka tego bandu porusza się w
black metalowej estetyce, ze wskazaniem na tą nieco zmodyfikowaną, ponieważ
oparty jest o dysonansowe brzmienia z małym dodatkiem wpływów drugiej fali. To
głównie gęste struktury, których amplituda mocno faluje, częstując licznymi
zmianami duszących akordów. Drastyczne zmiany rytmu, prędkości i charakteru,
skutkują rozchwianą emocjonalnie muzą, która nie działa hipnotyzująco, ani
kojąco, bo Nixil funduje mały, black metalowy rollercoaster, złożony z
atonalnych nut, o różnym natężeniu i kierunku. Do tego dokładają również
odrobinę zimnych tremolo i zawiłych solówek, a wszystko w towarzystwie
nieprzyjaznych wokaliz w recytowanej formie. Gdy kończy ta piątka Amerykanów,
wkraczają inni, ale z Portland. Drouth, to kwartet parający się poczernionym
death metalem i podobnie jak poprzednicy, nie jest początkującym zespołem, bo
trzy płyty ma już na koncie. Na „Toward Dead Temples” zamieścili dwa kawałki,
które robią mały mętlik w głowie, gdyż Drouth tak jak Nixil stale zmienia
prędkości i sposoby na kostkowanie, kręcąc się między black, death i sludge
metalem. Fuzja wymienionych gatunków, owocuje silnie atakującą falą zwartych
dźwięków, która sypie szalonymi blastami, świdrującymi, wysokotonowymi
zagrywkami i schizoidalnymi solówkami, nie stroniąc także od dysonansowych
wtrętów. Całość podbijają nienawistne wokalizy i łomocząca sekcja rytmiczna.
Obydwie kapele są przedstawicielami raczej współczesnego, metalowego grania z
tym, że Nixil stawia na duszne, nieco mistyczne klimaty, które zbliżone są do
francuskich manier. Natomiast Drouth to dziki i chwilami nieokiełznany,
diabelski huragan na modernistyczną modłę. Ciekawy split, nie powiem.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz