poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Recenzja Nixil / Drouth „Toward Dead Temples”

 

Nixil / Drouth

„Toward Dead Temples”

Self-Release 2026

Składankę zaczyna Nixil, będący kwintetem z Baltimore. Panowie mają za sobą już dwa albumy, ale tutaj prezentują trzy, nowe utwory. Muzyka tego bandu porusza się w black metalowej estetyce, ze wskazaniem na tą nieco zmodyfikowaną, ponieważ oparty jest o dysonansowe brzmienia z małym dodatkiem wpływów drugiej fali. To głównie gęste struktury, których amplituda mocno faluje, częstując licznymi zmianami duszących akordów. Drastyczne zmiany rytmu, prędkości i charakteru, skutkują rozchwianą emocjonalnie muzą, która nie działa hipnotyzująco, ani kojąco, bo Nixil funduje mały, black metalowy rollercoaster, złożony z atonalnych nut, o różnym natężeniu i kierunku. Do tego dokładają również odrobinę zimnych tremolo i zawiłych solówek, a wszystko w towarzystwie nieprzyjaznych wokaliz w recytowanej formie. Gdy kończy ta piątka Amerykanów, wkraczają inni, ale z Portland. Drouth, to kwartet parający się poczernionym death metalem i podobnie jak poprzednicy, nie jest początkującym zespołem, bo trzy płyty ma już na koncie. Na „Toward Dead Temples” zamieścili dwa kawałki, które robią mały mętlik w głowie, gdyż Drouth tak jak Nixil stale zmienia prędkości i sposoby na kostkowanie, kręcąc się między black, death i sludge metalem. Fuzja wymienionych gatunków, owocuje silnie atakującą falą zwartych dźwięków, która sypie szalonymi blastami, świdrującymi, wysokotonowymi zagrywkami i schizoidalnymi solówkami, nie stroniąc także od dysonansowych wtrętów. Całość podbijają nienawistne wokalizy i łomocząca sekcja rytmiczna. Obydwie kapele są przedstawicielami raczej współczesnego, metalowego grania z tym, że Nixil stawia na duszne, nieco mistyczne klimaty, które zbliżone są do francuskich manier. Natomiast Drouth to dziki i chwilami nieokiełznany, diabelski huragan na modernistyczną modłę. Ciekawy split, nie powiem.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz