środa, 8 kwietnia 2026

Recenzja Tarask „Sitra Ahra”

 

Tarask

„Sitra Ahra”

Antiq 2026

To francuski, jednoosobowy projekt, który pochodzi z Marsylii i na ten czas, wydaje swój drugi album. To sześć dość długich numerów, które utrzymane są w black metalowym tonie. Diabelszczyzna jak to u Francuzów, którzy lubią modyfikować bądź rozwijać ten gatunek. Jak zwał, tak zwał. W przypadku „Sitra Ahra” mamy do czynienia z ujęciem modernistycznym, które wybrzmiewa rzecz jasna, po francusku. Jest to przyciężkawy i całkiem gęsty bleczur, który oprócz tremolando i klasycznego kostkowania, uderza w atonalne rozwiązania. Objawiają się one w formie dysonansowych uderzeń czy też zwolnień, którym towarzyszą plątaniny zimnych dźwięków. Oprócz tych zabiegów Tarask częstuje także nastrojowymi wstawkami, wygrywanymi na syntezatorach i nieprzesterowanych strunach przy asyście desperackich wręcz płaczliwych krzyków wokalisty lub aksamitnego, kobiecego śpiewu. To mieszanka gwałtownych, lodowatych i klimatycznych akordów, które są kontynuacją poprzedniej płyty, zarówno w warstwie dźwiękowej jak i tekstowej. Black metal o introspektywnym charakterze, wykorzystujący zasoby drugiej fali i nowoczesnych brzmień. Trochę zalatuje podejściem islandzkim, bowiem i tutaj znajdziemy pełno szybkich i kaskadowych riffów, które pędzą w takt łomoczącej perkusji. Ich dysonansowe pływanie wraz z atmosferycznymi wtrętami, stanowczo, lecz i delikatnie zapraszają do osunięcia się w błogi trans, z którego okresowo jesteśmy wybudzani przez brutalne zrywy. Dla fanów współczesnego black metalu, który stawia na wielowarstwowe i gęste tekstury o atmosferycznym zacięciu.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz