Stalemate
of Wills
„Existence
Denied”
FFTC Rec. 2026
Czasem, kiedy sięgam po muzykę teoretycznie nie z
mojej bajki, trafiam na prawdziwą perełkę gatunku. Tak bywa w przypadku
technicznego death metalu, progresywnej awangardy, post metalu, czy nawet hardcore’a.
To dlaczego nie miałoby się tak zdarzyć w przypadku Stalement of Wills,
zespołu, który według notki prasowej gra amalgamat doom / sludge / hard
coreo’wy z naleciałościami death metalu lat dziewięćdziesiątych. Zabrzmiało to
nawet zachęcająco. Skończyło natomiast… niemal zaśnięciem. Cóż ja biedny mogę
na temat tego, krótkiego, bo trwającego niecałe pół godziny, materiału napisać?
Z pozytywami będzie ciężko. Ani tu nie ma hardcore’owej skoczności, ani tym
bardziej pierdolnięcie, ani sludge’owego bujania (no, może troszkę na początku
„Two Worlds”, ale jak zaraz wchodzi ta solówka pasująca niczym pięść do nosa,
to już mi się bujać nie chce), że o odjazdach w narkotyczne klimaty nie
wspomnę. Ani rzeczonego death metalu, bo za wpływy owego trudno chyba nagrać
wokale zbliżone do growla. Pod tym względem przecież metal śmierci nie ma
wyłączności. Doom? No tak, możemy doomem nazywać królujące tutaj tempa
wolniejsze, ubrane w ołowiane brzmienie, z miarowymi uderzeniami w struny, ale
ja bym to raczej nazwał bliżej niezidentyfikowanym usypiaczem. Bo najgorsze w
tej płycie jest to, że tutaj nie ma na czym ucha zawiesić. Każdy następny numer
jest tak samo przepitolony, i tak samo bezbarwny. Na dobrą sprawę, już po
czterech kompozycjach zacząłem nerwowo spoglądać na zegarek, a to przecież
dopiero kwadrans. Chwilę potem pojawiło się coś jeszcze gorszego. Śpiewane
wokale. Ja pierdolę, jaka tragedia! Choć z drugiej strony wyjaśnia ona słowo
„niemal” z pierwszych linijek mojego tekstu. Bo ja zasypiać z uczuciem mdłości,
mimo wszystko, nie potrafię. Dobrnąłem jakoś do końca, ale przysięgam… nigdy
więcej „Existence Denied” nie włączę, a do Stalemate of Wills, cokolwiek by
nagrali, nie wrócę. Zespół bez grama potencji, bez odrobiny polotu czy zdrowego
wyczucia. Nuda w chuj. Omijać szerokim łukiem.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz