niedziela, 5 kwietnia 2026

Recenzja Drudkh „Thaw”

 

Drudkh

„Thaw”

Season of Mist: Underground Activists 2026

Któż nie zna tej kapeli. Grają od 2002 roku i poza mniejszymi wydawnictwami, uzbierali już trzynaście albumów. W ostatniej dekadzie kwietnia ukaże się najnowsza epka Ukraińców, która oferuje fanom Drudkh trzy nowe kawałki. Jak dla mnie, black metal, który znalazł się na „Thaw” to straszny smęt. Dominują tu riffy w wolnych i średnich tempach, które kreują introspektywną atmosferę, podbudowaną przez syntezatorowe tła i pełne żałości wokale. To smutny i spokojny bleczur, który zsyła klimatyczne dźwięki, aksamitne melodie i przepełnione bólem istnienia akordy. Płynie sobie po stoicku, artykułując ludzkie tęsknoty za pomocą nieco pogańskiego ujęcia, bo przecież Drudkh od zawsze wplata do swoich kompozycji sporo folkloru z kraju, z którego pochodzi. Wydawnictwo to, jest wyrazem uwielbienia dla ojczyzny, romantycznym wyznaniem wiary, czy jak kto woli, peanem dla słowiańskich wartości i przyrody tamtej części Europy. Eteryczność, melancholia i bezsilność to chyba dobre przymiotniki, którymi można określić tą epkę. Słuchając jej przypomniały mi się „Stepy Akermańskie” Mickiewicza, ponieważ są one, podobnie jak „Thaw”, przedstawieniem gorzkiej i skomplikowanej egzystencji człowieka. Człowieka wyobcowanego, zagubionego i osamotnionego. Cóż, nudy na pudy i ziewy okrutne. Może to tylko zmęczenie ukraińskim black metalem, ale mam nieodparte uczucie, że powoli Roman Saenko wraz z kolegami, stają się tym dla ukraińskiej diabelszczyzny, kim od dawna jest Rogga Johansson dla szwedzkiego death metalu.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz