Kommandant
/ Disiplin / Nova / Wolf Axis / Wæxærg / Gibur
„Promethean
Vanguard”
ATMF 2026
Niezły
split wysmażyło na koniec kwietnia ATMF, a zamysł ten label miał ważny, bo
wydawnictwo to pojawiło się jako sprzeciw wobec black metalowej sceny, która
poprzez manipulacje lewackich i multikulturowych hochsztaplerów, zatraciła
pierwotny instynkt, zatracając fundamentalne założenia gatunku. Innymi słowy,
uważa się za ekstremalną, lecz w rzeczywistości z dnia na dzień łagodnieje,
dostosowując się do mięknącego odbiorcy. Dobra, zabawę zaczyna, powstały w 2002
roku norweski Disiplin, który zapodaje bleka w industrialny sposób. To zimne,
odhumanizowane akordy z odrobiną mistyki, które płyną w rytm maszynowej
perkusji. Muzyka kipi wrogością, co podkreślają chropowate wokalizy. W drugim
kawałku Disiplin spuszcza z tonu, stawiając na wolne i średnie tempa, które
miażdżą i trwożą. Mechaniczna napierdalanka z klimatem, który wzbogacają sample
i klawisze. Misterium kontynuuje dość szeroko znany Kommandant, który swoimi
dwoma numerami poraża chłodem i obojętnością przy wysokim udziale pierwiastka
wojennego. Tutaj jest również złowrogo i zdecydowanie. Amerykanie niszczą
swoimi rzęsistymi riffami i lodowatymi tremolo, przed którymi ucieknie niejeden
nowomodny młokos. Po tym kwintecie wkracza włoska Nova, która działa od 2003
roku. Oni prezentują trzy wałki. Dwa z nich to klasyczna diabelszczyzna, która
wprost nawiązuje do lat dziewięćdziesiątych. Wysoko nastrojone gitary, łupiąca
sekcja rytmiczna i nieco jaskiniowe wrzaski, generują black metal mocno
nawiązujący to początków Satyricon, częstując sporą dawką średniowiecznych
melodii, które na szczęście zbytnio się nie narzucają. Starodawna i zimowa
atmosfera pełną gębą. Trzecia kompozycja od tych Włochów jest
metalowo-syntezatorowa, o upiornym klimacie, w którym wykorzystano także
elementy znane z industrialu, dungeon synth, dopełnione samplami i szorstkimi
wiosłami. Gdy kończy Nova, zaczyna zupełnie mi nieznany Wolf Axis, uderzając
dwoma utworami. Ich prosta konstrukcja zbudowana jest przez miękko i chłodno
nastrojone gitary i miarowo bijącą sekcję rytmiczną, a wszystkiemu towarzyszą
wykrzykiwane w przestrzeń zaklęcia, za pomocą rytualnie brzmiących wokaliz.
Pierwsza aranżacja toczy się w średnim, obrzędowym tempie, zaś druga to już
przeszywający blizzard, po którym na ring wstępuje, istniejący od czterech lat
Wæxærg, będący kolejną włoską grupą na tym splicie. Ich black metal jest
minimalistyczny i bardzo bliski ujęciu „raw”. To niewyszukane kompozytorsko
formy, które hipnotyzują bez trudu swymi odrealnionymi harmoniami,
uzupełnionymi przez desperackie wokale i cyfrowe wtręty. Wydawnictwo kończy „dwuletni”
i znów włoski projekt Gibur. To jeden kawałek, który przypominać może początki
działalności Arcturus. Skonstruowany na gitarach, automacie perkusyjnym i
parapetach, zsyła mechaniczną i kosmiczną atmosferę, bijąc cierpliwie i z
impetem. Wszystkie obecne na „Promethean Vanguard” zespoły w jasny sposób
przedstawiają swoje stanowisko i argumenty wobec postawionej przez ATMF tezy,
potwierdzając ją z sukcesem, a wnioski pozostawiają fanom. Black metal w
sześciu, surowych odsłonach, gdzie każda posiada pierwiastek industrialny. Taki
trochę black metalowy neoklasycyzm… chciałoby się rzec.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz