czwartek, 30 kwietnia 2026

Recenzja Kommandant / Disiplin / Nova / Wolf Axis / Wæxærg / Gibur „Promethean Vanguard”

 

Kommandant / Disiplin / Nova / Wolf Axis / Wæxærg / Gibur

„Promethean Vanguard”

ATMF 2026

Niezły split wysmażyło na koniec kwietnia ATMF, a zamysł ten label miał ważny, bo wydawnictwo to pojawiło się jako sprzeciw wobec black metalowej sceny, która poprzez manipulacje lewackich i multikulturowych hochsztaplerów, zatraciła pierwotny instynkt, zatracając fundamentalne założenia gatunku. Innymi słowy, uważa się za ekstremalną, lecz w rzeczywistości z dnia na dzień łagodnieje, dostosowując się do mięknącego odbiorcy. Dobra, zabawę zaczyna, powstały w 2002 roku norweski Disiplin, który zapodaje bleka w industrialny sposób. To zimne, odhumanizowane akordy z odrobiną mistyki, które płyną w rytm maszynowej perkusji. Muzyka kipi wrogością, co podkreślają chropowate wokalizy. W drugim kawałku Disiplin spuszcza z tonu, stawiając na wolne i średnie tempa, które miażdżą i trwożą. Mechaniczna napierdalanka z klimatem, który wzbogacają sample i klawisze. Misterium kontynuuje dość szeroko znany Kommandant, który swoimi dwoma numerami poraża chłodem i obojętnością przy wysokim udziale pierwiastka wojennego. Tutaj jest również złowrogo i zdecydowanie. Amerykanie niszczą swoimi rzęsistymi riffami i lodowatymi tremolo, przed którymi ucieknie niejeden nowomodny młokos. Po tym kwintecie wkracza włoska Nova, która działa od 2003 roku. Oni prezentują trzy wałki. Dwa z nich to klasyczna diabelszczyzna, która wprost nawiązuje do lat dziewięćdziesiątych. Wysoko nastrojone gitary, łupiąca sekcja rytmiczna i nieco jaskiniowe wrzaski, generują black metal mocno nawiązujący to początków Satyricon, częstując sporą dawką średniowiecznych melodii, które na szczęście zbytnio się nie narzucają. Starodawna i zimowa atmosfera pełną gębą. Trzecia kompozycja od tych Włochów jest metalowo-syntezatorowa, o upiornym klimacie, w którym wykorzystano także elementy znane z industrialu, dungeon synth, dopełnione samplami i szorstkimi wiosłami. Gdy kończy Nova, zaczyna zupełnie mi nieznany Wolf Axis, uderzając dwoma utworami. Ich prosta konstrukcja zbudowana jest przez miękko i chłodno nastrojone gitary i miarowo bijącą sekcję rytmiczną, a wszystkiemu towarzyszą wykrzykiwane w przestrzeń zaklęcia, za pomocą rytualnie brzmiących wokaliz. Pierwsza aranżacja toczy się w średnim, obrzędowym tempie, zaś druga to już przeszywający blizzard, po którym na ring wstępuje, istniejący od czterech lat Wæxærg, będący kolejną włoską grupą na tym splicie. Ich black metal jest minimalistyczny i bardzo bliski ujęciu „raw”. To niewyszukane kompozytorsko formy, które hipnotyzują bez trudu swymi odrealnionymi harmoniami, uzupełnionymi przez desperackie wokale i cyfrowe wtręty. Wydawnictwo kończy „dwuletni” i znów włoski projekt Gibur. To jeden kawałek, który przypominać może początki działalności Arcturus. Skonstruowany na gitarach, automacie perkusyjnym i parapetach, zsyła mechaniczną i kosmiczną atmosferę, bijąc cierpliwie i z impetem. Wszystkie obecne na „Promethean Vanguard” zespoły w jasny sposób przedstawiają swoje stanowisko i argumenty wobec postawionej przez ATMF tezy, potwierdzając ją z sukcesem, a wnioski pozostawiają fanom. Black metal w sześciu, surowych odsłonach, gdzie każda posiada pierwiastek industrialny. Taki trochę black metalowy neoklasycyzm… chciałoby się rzec.

shub niggurath

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz