niedziela, 12 kwietnia 2026

Recenzja Sewer Altar „Fever Dreams Of Vengeance”

 

Sewer Altar

„Fever Dreams Of Vengeance”

783Label/Hecatombe Records/7 Degrees Records/Iron Corpse Records (2026)

 


Finlandia i grind w jakiejkolwiek postaci wydaje się być symbiozą gwarantująca sukces. Tak też myślałem podchodząc do debiutanckiego krążka Sewer Altar. Wydawca taguje muzykę tria jako deathgrind dla fanów Terrorizer, Bolt Thrower czy Spazz, a singlowy „Landfill Sky Burial” zdawał się potwierdzać, że „Fever Dreams Of Vengeance” będzie tłuściutkim ochłapem. Szybko jednak zostałem sprowadzony na ziemię, bo w tej deathgrindowej maszynie co mi nie trybi do końca. Rzeczywiście w tych szybszych fragmentach słychać echa Terrorizer, jest mięsiście, sposób riffowania jest podobny, wokale miejscami też. Niestety całość wydaje się być bardzo, ale to bardzo współczesna i nowoczesna. Szybkie fragmenty szybko ustępują miejsca wolniejszym i bardziej skocznym, nastawionym na groove motywom, a fascynacje Pig Destroyer zamieniają się w ukłony w stronę późnego Pig Destroyer i kilku kapel z katalogu Relapse sprzed 15-20 lat. Tylko, że wszystko w wersji light. Decydowanie za dużo tu średniego tempa, zdecydowanie za krótko utrzymywane jest szybkie tempo, zdecydowanie za mało tu dzikości. Nie ukrywam, że nie słyszy mi się ten kierunek, bo muzyka Sewer Altar wyzerowana jest z agresji i buntu, który powinien muzykę z członem „grind” cechować. Tymczasem „Fever Dreams Of Vengeance” to nienagannie wyprodukowana, wypruta z emocji i wypruta z „attitude” pozycja, która poza nienagannym warsztatem nie ma nic d zaproponowania. Kawałki są nudne, bezpłciowe, pozbawione muzycznej treści. 11 kawałków, 21 minut muzyki, a ja się wymęczyłem i wynudziłem. A to najgorsza rekomendacja dla płyty reklamowanej jako „grind”. Nie polecam.

                                                                                                               Harlequin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz