Sewer Altar
„Fever Dreams Of Vengeance”
783Label/Hecatombe Records/7 Degrees Records/Iron Corpse Records (2026)
Finlandia
i grind w jakiejkolwiek postaci wydaje się być symbiozą gwarantująca sukces.
Tak też myślałem podchodząc do debiutanckiego krążka Sewer Altar. Wydawca
taguje muzykę tria jako deathgrind dla fanów Terrorizer, Bolt Thrower czy
Spazz, a singlowy „Landfill Sky Burial” zdawał się potwierdzać, że „Fever
Dreams Of Vengeance” będzie tłuściutkim ochłapem. Szybko jednak zostałem
sprowadzony na ziemię, bo w tej deathgrindowej maszynie co mi nie trybi do
końca. Rzeczywiście w tych szybszych fragmentach słychać echa Terrorizer, jest
mięsiście, sposób riffowania jest podobny, wokale miejscami też. Niestety całość
wydaje się być bardzo, ale to bardzo współczesna i nowoczesna. Szybkie
fragmenty szybko ustępują miejsca wolniejszym i bardziej skocznym, nastawionym na
groove motywom, a fascynacje Pig Destroyer zamieniają się w ukłony w stronę
późnego Pig Destroyer i kilku kapel z katalogu Relapse sprzed 15-20 lat. Tylko,
że wszystko w wersji light. Decydowanie za dużo tu średniego tempa,
zdecydowanie za krótko utrzymywane jest szybkie tempo, zdecydowanie za mało tu
dzikości. Nie ukrywam, że nie słyszy mi się ten kierunek, bo muzyka Sewer Altar
wyzerowana jest z agresji i buntu, który powinien muzykę z członem „grind”
cechować. Tymczasem „Fever Dreams Of Vengeance” to nienagannie wyprodukowana,
wypruta z emocji i wypruta z „attitude” pozycja, która poza nienagannym
warsztatem nie ma nic d zaproponowania. Kawałki są nudne, bezpłciowe,
pozbawione muzycznej treści. 11 kawałków, 21 minut muzyki, a ja się wymęczyłem
i wynudziłem. A to najgorsza rekomendacja dla płyty reklamowanej jako „grind”.
Nie polecam.
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz