czwartek, 16 kwietnia 2026

Recenzja Atronos „Gram”

 

Atronos

„Gram”

Purity Through Fire 2026

Po trzech latach przerwy, wraca niemiecki Atronos. Tym razem, to dziesięć utworów, które przez blisko pięćdziesiąt minut wylewają na głowę teutońską zaprawę. Na dobrą sprawę u Atronos od ostatniego albumu nic się nie zmieniło. Tercet ten w dalszym ciągu rzeźbi melodyjny black metal, w który wplata mnóstwo pogańskich naleciałości, objawiających się w po germańsku, podniosłych akordach, podbitych tu i ówdzie, syntezatorowym tłem. Cały czas jest to chwytliwa diabelszczyzna, zapodana na dość nisko, jak na ten gatunek, nastrojonych gitarach, które okresowo potrafią z siebie wydusić zimne tremolo, a moc i zdecydowany charakter riffów podkreśla silna sekcja rytmiczna i złowrogie wokale Baptist’a. Black metal od Atronos niezmiennie generuje dźwięki, ukierunkowane na niemiecki patos, czyli na wszystko, co związane jest z uwielbieniem ojczystej ziemi. Owocuje to takim „black metalowym Heimatmelodie”, które w delikatniejszych momentach przypominać mogą wykastrowany Rammstein, bo bardziej przebojowy i dużo przaśniejszy, ale podobnie, wyraźnie romansujący z mechanicznymi rytmami. Najnowsza płyta tej trójki artystów, to niemiecki romantyzm i heroizm w metalowym wydaniu 3.0. Barbarzyńsko-folkowy bleczur, którego po raz czwarty chyba nie zniosę, ponieważ na dłuższą metę cholernie nudzi i po woli staje się banalny. Niemniej jednak powinien bez problemu wejść fanom melodyjnego i dobrze wyprodukowanego ujęcia. Epickość, pogaństwo, patriotyzm i melancholia w niemieckim, black metalowym wydaniu.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz