Sparagmos
„Error”
(Reissue)
Selfmadegod Records 2026
Sparagmos’a
pamiętam przez pryzmat ich splitu z Lastwar i charakterystycznie wydanej
kasety, która w tej chwili wala się w jakimś kartonie z innymi taśmami, w
piwnicy moich rodziców. Tak naprawdę zupełnie nie mogłem sobie przypomnieć, jak
leciała ich muza, bo w tamtych latach specjalnego wrażenia na mnie nie zrobili,
a poza tym chyba za bardzo nie mogli wtedy konkurować z kapelami, których
nagrania docierały do Polski z Zachodu. Tak więc reedycja ich drugiej płyty,
która pierwotnie ukazała się tylko na kasecie w 1994 roku, szybko naświetliła
sprawę i stała się całkiem miłą przypominajką czasów minionych. Nie będę
ściemniał i świrował na znawcę ówczesnej sceny w naszym kraju, bo poza kilkoma
szyldami, które miały w tamtych latach znaczenie, to miałem ją w dupie, ale
poczytałem trochę i dowiedziałem się, że po składance z zespołem z Wągrowca,
Sparagmos urósł do eksperymentatorów na naszej, death metalowej scenie. Po
przesłuchaniu obecnego „Error”, któremu mastering nadał dynamiczniejszego
brzmienia, lecz nie zburzył jego analogowości, muszę wszelkim źródłom przyznać
rację, ponieważ Warszawiacy mocno kombinowali, aby wyjść poza ramy tego, co w
pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych królowało w metalu śmierci. Robili
to, korzystając z wielu wzorców, bo na „Error” wyraźnie słychać łączenie thrash
i death metalu z progresywnymi zagrywkami, co kreowało chwilami dość połamane
aranżacje. Panowie pełnymi garściami czerpali z dokonań takich tuzów jak Morbid
Angel i Slayer, ale poza tymi, gwałtownymi akordami, które wyraźnie zalatywały
Amerykańcami, potrafili wpleść w swoje kompozycje, sporo zabiegów kojarzących
się z „Forest of Equilibrium” Cathedral czy „Shades of God” Paradise Lost.
Zatem nie był to zwyczajny thrash-death metal z technicznymi zawijasami, ale
przede wszystkim eklektyczna, ciężka muza, która nie bała się łączenia różnych
ujęć z dodatkiem nieoczywistych, awangardowych wtrętów. Ponowne wydanie tego
materiału przez Selfmadegod Records, to dobre posunięcie i przypomnienie
krążka, który jak i Sparagmos nie do końca został doceniony. Może poprzez fuzję
wyżej wymienionych elementów, która okresowo pobrzmiewała również tradycyjnym,
brytyjskim death metalem oraz małymi odjazdami w kierunku Type O Negative, była
zbyt nieliniowa i w związku z tym irytująca. Nie wiem, ale niewątpliwie kwartet
ten, nie chciał się zatrzymać na jednym, utartym wzorcu. Czy fani w 1994 roku
nie byli gotowi na „Error”, czy Sparagmos przez chęć bycia za wszelką cenę
oryginalnym, pogrzebał się sam. Teraz, z perspektywy trzydziestu dwóch lat i w
konfrontacji, z niektórymi, obecnymi, muzycznymi wykwitami, odpowiedź powinna
być łatwa. Jeśli nie znacie, to sięgnijcie po tą produkcję, gdyż warto.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz