wtorek, 7 lipca 2026

Recenzja Sallow Moth „Hydrophilous Brood”

 

Sallow Moth

„Hydrophilous Brood”

Willowtip (2026)

 


Jeszcze nie minął rok od wydanego w ubiegłym roku „Mossbane Lantern”, a teksański duet Sallow Moth atakuje z nowym, czwartym już pełniakiem. Do tej pory trochę traktowałem ten band z przymrużeniem oka, bo choć prezentował wysoki poziom instrumentalny, to kompozytorsko było tam więcej kunktatorstwa i chaosu niż wartościowej muzyki. „Hydrophilous Brood” na całe szczęście jest krokiem naprzód i to we właściwym kierunku. Jeżeli cenicie sobie wydawnictwa Afterbirth lub waszą uwagę zwrócił nowojorski projekt Sarmat, to nowy album Sallow Moth może być tworem, którym warto by się zainteresować. Słychać tutaj, że duet panów nasłuchał się mocno ich kolegów z wytwórni i bardziej ukierunkował swoją muzykę na – nazwijmy to dla celów szufladkowych – progresywny, nieco futurystyczny brutal death. Warsztatowo członkowie Sallow Moth już wcześniej prezentowali wysokie umiejętności instrumentalne, ale chyba po raz pierwszy tak realnie próbowali okiełznać kompozytorski bałagan, który towarzyszył im na wcześniejszych albumach. Efekt jest mieszany – raz to udaje się lepiej, raz gorzej, ale po raz pierwszy słyszę w ich graniu jakąś myśl przewodnią, koncept i estetykę, której starają się trzymać. Działa to mocno in plus, bo w tych kawałkach dzieje się dużo i niejednokrotnie są to motywy, które zostają w głowie na dłużej. Gorzej dwóm panom wychodzi niestety przechodzenie z motywu w motyw, tu pojawia się dużo więcej niespójności, czegoś co burzy całkiem nieźle budowany flow, a kolejne frazy bywają zbyt mocno oderwane od siebie nie tworząc harmonijnej całości. Do kompozytorskiej maestrii Afterbirth jest tu bardzo daleko, do technicznych odlotów Sarmat też, ale „Hydrophilous Brood” i tak prezentuje ponadprzeciętny poziom i potencjał, który chyba jeszcze nie został w pełni wykorzystany i oszlifowany. Nie zmienia to faktu, że ten album może się podobać i ma poro dobrego do zaoferowania. Osobiście nie kupiłbym tej płyty, ale szczerze zachęcam do posłuchania, bo jest tu na czym zawiesić ucho. Pytanie tylko, czy na etapie czwartego albumu nie należałoby od zespołu oczekiwać bardziej skrystalizowanej wizji tego, w którym kierunku rozwój zespołu ma podążać, bo choć dostaliśmy najbardziej konsekwentny stylistycznie album Sallow Moth, nie mam pewności, że na kolejnym krążku ten kurs zostanie utrzymany.

Harlequin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz