Inferno
„The
Anthropic Sophisms (On the Heights of Despair)”
Debemur Morti Productions 2026
Ci
Czesi tworzą już od 1995 roku, ale jak dotąd i dziwnym trafem nigdy się z nimi
nie spotkałem. Podobno mają ugruntowaną pozycję na czeskiej (i nie tylko)
scenie więc postanowiłem sprawdzić ich najnowszy, dziewiąty już album, skoro
zjawił się w mojej skrzynce pocztowej. To długie, cztery kompozycje, które
łącznie trwają czterdzieści minut i zalewają słuchacza szumem kosmosu. Kosmosu,
który w żadnym aspekcie nie jest przyjazny człowiekowi. Może on bowiem jedynie,
biernie się przyglądać temu, co dla niego przygotował i to, czy dostosuje się
do zmian, sił natury już nie interesuje. Tak też jest z tą płytą, bo albo
zatopicie się w jej dźwiękach, albo was zniszczą i wyrzucicie ją za okno. To
atonalny i dysharmonijny pochód, z którego nie wyłaniają się żadne melodie. To
gęsta ciecz, która sączy się z mozołem, choć potrafi także pozwolić sobie na
dzikie i chaotyczne wybryki w postaci furiackich przyspieszeń, zalewających
uszy kakofonią nieokrzesanych uderzeń. Poza tymi chwilami, Inferno płynnie i w
średnim tempie przypuszcza na nas instrumentalny atak, który dusi i przytłacza
z każdym uderzeniem w struny, bębny czy klawisze syntezatorów. To kłębiąca się
i pulsująca materia, która tańczy i otępia zmysły na całego. Hipnotyzuje i
wpędza w trans, przenosząc do niezrozumiałego i pełnego grozy świata. To
dysonansowy black metal, który częstuje swymi narastającymi akordami, nie
pytając czy nam smakuje. Wlewa się bezpardonowo każdym otworem ciała i porem
skóry, zatruwając organizm panicznym lękiem. Muzyka zimna, odrealniona i lepka
od nieprzychylności. Tworząca wrogo nastawiony pomruk wszechświata, który
wypełniony jest pełzającymi niuansami. Dla fanów Blut aus Nord czy Deathspell
Omega jak znalazł.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz