sobota, 11 lipca 2026

Recenzja Nothingness „Godslaughter”

 

Nothingness

„Godslaughter”

Everlasting Spew Records 2026

Zagorzałych fanów death metalu zapewne ucieszy fakt, że ostatniego dnia lipca, ukaże się trzeci album tej kapeli z Minnesoty. Oczywiście nie wszystkich, bo Amerykanie kontynuują na niej swój styl, który raczej nie wpisuje się w obecne na rynku typowości. To w dalszym ciągu sękate i żylaste akordy, które wypływają z doomowej i śmierć metalowej tradycji, ale swoim ciężarem i gęstością potrafią zmęczyć. Jak już Nothingness zdążył do tego przyzwyczaić, są to dość wymagające w odbiorze aranżacje, stanowiące połączenie walcowatego kostkowania, uwierających tremolo oraz dzikich, atonalnych ataków. To jaskiniowa muzyka, której dźwięki jednak nie należą do neandertalskich, ponieważ pod płaszczykiem brutalności i momentami dzikiego charakteru, jest to sprawnie skomponowany materiał. Nothingness łamiąc utarte schematy, udowadnia, że pokryty pleśnią i czymś lepkim death metal, nie musi być zawsze taki sam. Panowie poza siermiężnym mieleniem i barbarzyńskimi uderzeniami oferują również coś jeszcze, bo w ich muzyce odnaleźć można mnóstwo pogruchotanych riffów o stale zmieniających się prędkościach oraz powykręcanych, bolesnych solówek. Te obecne na „Godslaughter” dysonanse, miażdżące galopady, zawiesiste zwolnienia w towarzystwie schizoidalnych zagrywek, kreują death metal zupełnie nieliniowy, przy którego słuchaniu nudzić się nie można. Jednakże tutejsza fuzja różnorodnych rozwiązań wraz z brudnym brzmieniem i nieokrzesanym przekazem, nie pozwala wgryźć się w ten krążek bez problemów. Warto jednak dać sobie czas albo przezwyciężyć pierwszą niechęć, aby odkryć w jego trudności kwintesencję kultu śmierci, który w tym przypadku polega na wyważonej progresji, która w gruncie rzeczy pozostaje tylko dodatkiem do szeregu mięsistych i mrocznych akordów. Angażująca płyta, która nie spodoba się każdemu.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz