Nothingness
„Godslaughter”
Everlasting Spew Records 2026
Zagorzałych
fanów death metalu zapewne ucieszy fakt, że ostatniego dnia lipca, ukaże się
trzeci album tej kapeli z Minnesoty. Oczywiście nie wszystkich, bo Amerykanie
kontynuują na niej swój styl, który raczej nie wpisuje się w obecne na rynku
typowości. To w dalszym ciągu sękate i żylaste akordy, które wypływają z
doomowej i śmierć metalowej tradycji, ale swoim ciężarem i gęstością potrafią
zmęczyć. Jak już Nothingness zdążył do tego przyzwyczaić, są to dość wymagające
w odbiorze aranżacje, stanowiące połączenie walcowatego kostkowania,
uwierających tremolo oraz dzikich, atonalnych ataków. To jaskiniowa muzyka,
której dźwięki jednak nie należą do neandertalskich, ponieważ pod płaszczykiem
brutalności i momentami dzikiego charakteru, jest to sprawnie skomponowany
materiał. Nothingness łamiąc utarte schematy, udowadnia, że pokryty pleśnią i
czymś lepkim death metal, nie musi być zawsze taki sam. Panowie poza
siermiężnym mieleniem i barbarzyńskimi uderzeniami oferują również coś jeszcze,
bo w ich muzyce odnaleźć można mnóstwo pogruchotanych riffów o stale
zmieniających się prędkościach oraz powykręcanych, bolesnych solówek. Te obecne
na „Godslaughter” dysonanse, miażdżące galopady, zawiesiste zwolnienia w
towarzystwie schizoidalnych zagrywek, kreują death metal zupełnie nieliniowy,
przy którego słuchaniu nudzić się nie można. Jednakże tutejsza fuzja
różnorodnych rozwiązań wraz z brudnym brzmieniem i nieokrzesanym przekazem, nie
pozwala wgryźć się w ten krążek bez problemów. Warto jednak dać sobie czas albo
przezwyciężyć pierwszą niechęć, aby odkryć w jego trudności kwintesencję kultu
śmierci, który w tym przypadku polega na wyważonej progresji, która w gruncie
rzeczy pozostaje tylko dodatkiem do szeregu mięsistych i mrocznych akordów. Angażująca
płyta, która nie spodoba się każdemu.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz