czwartek, 9 lipca 2026

Recenzja Ravaged by the Yeti „Snowbound Horror”

 

Ravaged by the Yeti

„Snowbound Horror”

Testimony Records 2026

Nie słyszałem jedynki tego, kolejnego projektu, w którym macza paluchy Rogga Johansson, ale dwójeczka Ravaged by the Yeti żre dość miło. Oczywiście, że słychać tutaj wpływy i zwyczaje gitarowe tego znanego Szweda. Rzecz jasna, że to do bólu zgrana muza, która specjalnie niczym nie zaskakuje. Ani chybi, że wszystkie patenty obecne na„Snowbound Horror” wszyscy już dawno słyszeli, ale tutejsze kawałki robią robotę. Soczyste brzmienie, nisko zawieszona sekcja rytmiczna i głębokie growle, kreują szablonowy death metal, który w tym przypadku odznacza się niebywałą krwistością. Przy tym buja nieźle swoimi, średnimi tempami i wprowadza pokaźną dawkę horroru za pomocą sugestywnych solówek. Pogniecie także doomowymi riffami, a i czasami do grindowego szaleństwa się zerwie. Wszystko tutaj jest w punkt i roztacza morową atmosferę, przerażając od czasu do czasu, swoją opowieścią o zimnych jaskiniach i owłosionej, białej istocie, której zęby wbijają się brutalnie w czaszkę za pośrednictwem tego materiału. Na „Snowbound Horror” jest banalnie do granic możliwości, ale jest to typowość niesamowicie dźwięczna i nośna. Wkręca się to bez popitki i świetnie bawi. Jednakże jak amen w pacierzu jest to taki wakacyjny album, który pewnie po kilku odsłuchach (jak nie szybciej) się znudzi, ale na letnie wycieczki do samochodowego odtwarzacza pasuje, jak ulał. Prosto, bez zadęcia i z mnóstwem groove’u. Ekspresyjnie i wręcz zamaszyście. Mięso mielone przy akompaniamencie dudniących bębnów i muskularnego basu, a wszystkiemu wtórują rzygnięcia Johanssona. Zalecam sprawdzić tego „czasoumilacza” i przy okazji cieszyć się latem, gdyż tak szybko odchodzi. Płyta na chwilę, ale daje radę.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz