Ravaged
by the Yeti
„Snowbound
Horror”
Testimony Records 2026
Nie
słyszałem jedynki tego, kolejnego projektu, w którym macza paluchy Rogga
Johansson, ale dwójeczka Ravaged by the Yeti żre dość miło. Oczywiście, że
słychać tutaj wpływy i zwyczaje gitarowe tego znanego Szweda. Rzecz jasna, że
to do bólu zgrana muza, która specjalnie niczym nie zaskakuje. Ani chybi, że
wszystkie patenty obecne na„Snowbound Horror” wszyscy już dawno słyszeli, ale
tutejsze kawałki robią robotę. Soczyste brzmienie, nisko zawieszona sekcja
rytmiczna i głębokie growle, kreują szablonowy death metal, który w tym
przypadku odznacza się niebywałą krwistością. Przy tym buja nieźle swoimi,
średnimi tempami i wprowadza pokaźną dawkę horroru za pomocą sugestywnych
solówek. Pogniecie także doomowymi riffami, a i czasami do grindowego
szaleństwa się zerwie. Wszystko tutaj jest w punkt i roztacza morową atmosferę,
przerażając od czasu do czasu, swoją opowieścią o zimnych jaskiniach i
owłosionej, białej istocie, której zęby wbijają się brutalnie w czaszkę za
pośrednictwem tego materiału. Na „Snowbound Horror” jest banalnie do granic
możliwości, ale jest to typowość niesamowicie dźwięczna i nośna. Wkręca się to
bez popitki i świetnie bawi. Jednakże jak amen w pacierzu jest to taki
wakacyjny album, który pewnie po kilku odsłuchach (jak nie szybciej) się znudzi,
ale na letnie wycieczki do samochodowego odtwarzacza pasuje, jak ulał. Prosto,
bez zadęcia i z mnóstwem groove’u. Ekspresyjnie i wręcz zamaszyście. Mięso
mielone przy akompaniamencie dudniących bębnów i muskularnego basu, a
wszystkiemu wtórują rzygnięcia Johanssona. Zalecam sprawdzić tego
„czasoumilacza” i przy okazji cieszyć się latem, gdyż tak szybko odchodzi.
Płyta na chwilę, ale daje radę.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz