poniedziałek, 27 lipca 2026

Recenzja Saprovore „Numinous Abditory Deflagration”

 

Saprovore

„Numinous Abditory Deflagration”

I, Voidhanger Rec. 2026

Lubicie popierdoloną muzykę? To mam coś dla was. Saprovore to solowy projekt gościa, który dał się już poznać z dobrej strony przy okazji wydanego w zeszłym roku debiutu Strigiform. O ile tamten twór był awangardową wizją death/black metalowego amalgamatu, to pod nazwą własną Włoch poszedł jeszcze dalej. Zdecydowanie dalej. „Numinous Abditory Deflagration” to niemal pięćdziesiąt minut… muzycznego dysonansu. I nie mam tu na myśli linii gitarowych charakterystycznych dla sceny francuskiej, bo tego instrumentu tutaj (chyba) w ogóle nie ma. Bas, owszem, gdzieś tam w tle wybrzmiewa, choć też nie mam pewności, czy to aby nie elektroniczna imitacja. Mówiąc „dysonans” mam na myśli ogólne, że tak to nazwę, szaleństwo. Improwizacja, to pierwsze słowo które przychodzi mi na myśl. Na tej płycie przeważnie panuje totalny chaos. Weźmy choćby pod lupę perkusję. Bardzo często bije ona mechaniczny rytm w okolicach blastu, jakby zaciął się automat perkusyjny, i nikt nie był w stanie wyciągnąć bezpiecznika by odciąć dopływ prądu. Pędzi ona zatem na złamanie karku, zupełnie nieadekwatnie do tego, co się w koło dzieje. W innych miejscach pojawiają się z kolei rytmy o wiele bardziej złożone, niemal jazzowe, też nie zawsze pasujące do reszty. Ową resztę stanowią z kolei głównie klawisze. Raz płynące powoli, niczym w klimatycznym black metalu, budując tło sielskie i anielskie, lulając do snu i opowiadając starodawne historie. Gdzie indziej przechodzą one w rejony bardziej symfoniczne. Może nie tanecznie symfoniczne, bardziej Emperorowe, pełne napięcia i niepokoju. Do tego dochodzą jakieś niby-trąbki czy inne dźwiękowe ornamenty. I wokale. Dzikie szepty, jakieś charczenia, głównie przesterowane i odgrywające rolę kolejnego instrumentu, bowiem wychwycić z nich jakichkolwiek treści raczej się nie da. Trochę to przypomina holenderski Gnaw Their Tongues, zwłaszcza pod względem nieszablonowości i schizofrenicznego nastroju. Napięcie na tym krążku raz rośnie, raz opada, ale cały czas tworzy klimat oczekiwania na coś, co za chwilę ma nastąpić. Niebanalną rolę odgrywa tu także brzmienie. Wspomniana perkusja brzmi mocno industrialnie, powiedziałbym nawet, że noise’owo. Sama blachy brzęczą, zdają się wręcz falować jak na zdartej kasecie, podczas gdy elektronika występuje na plan pierwszy. Nie ma w tych kawałkach za grosz klasycznego układu. Tutaj wszystko jest nieprzewidywalne, sprawiające wrażenie bałaganu. Dopiero po jakimś czasie ów bałagan zaczyna układać się w coś bardziej logicznego, i wtedy okazuje się, że wszelkie kłody, które kompozytor rzuca słuchaczowi pod nogi, mają swój cel. Że tutaj jednak każdy instrument odgrywa ważną, wyznaczoną mu rolę, a w umyśle schizoidalnym można jednak odkryć jakiś większy sens. Debiut Saprovore nie jest wydawnictwem łatwym do ogarnięcia. Wymaga czasu i, przede wszystkim, skupienia. Jeśli jesteście gotowi na wyzwania, to serdecznie zapraszam do analizy „Numinous Abditory Deflagration”. Niezwykle intrygujący album.

- jesusatan


https://i-voidhangerrecords.bandcamp.com/album/numinous-abditory-deflagration

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz