Haserot
„Advent
of Suffering”
Redefining Darkness Records 2026
Dziesiątego
lipca ukaże się debiutancka płyta tego teksańskiego zespołu, który już ukazał
światu swoje oblicze w 2022 roku epką „Throne of Malice”. Na „Advent of
Suffering” Amerykanie kontynuują rzeźbienie w materii death metalowej,
rozwijając swoje do niej podejście, które zapoczątkowali cztery lata temu. W
dalszym ciągu jest to fuzja melodyjnej szwedzizny, brytyjskiej rytmiki oraz
mroku rodem z Florydy, ale lepkich, fińskich klimatów również da się trochę w
ich muzyce odnaleźć. Sprawne połączenie tych kilku ujęć kostuchowego
rzępolenia, zaowocowało energetycznym metalem, który dobrze buja skandynawskimi
d-beatami, w szybszych momentach mieli idealnie po angielsku, a w
atmosferycznych zwolnieniach i średnich tempach zsyła trochę diabolicznej,
oślizgłej atmosfery. Do wszystkiego trzeba dodać pokaźną ilość melodyjnego
riffowania i takowych solówek, z których tchnie klasyką na całego. Nie wiem czy
to obecność w ostatnim kawałku Andy’ego LaRocque czy rzeczywisty wydźwięk wirtuozerskich
popisów, ale większość z partii solowych na tym albumie, mocno zalatuje mi tym,
co często i gęsto dzieje się na płytach King’a Diamond’a. Ogólnie „Advent of
Suffering” to miażdżący i zarazem porywający death metal, który za sprawą
wspomnianych chwytliwości wchodzi bez popitki. Łatwo się go słucha, choć to
momentami brutalna muza, której siłę rozwiewa nieco zbytnia melancholijność
niektórych harmonii. To tradycyjne ujęcie, sklecone z odmiennych od siebie
typów metalu śmierci, ale płynne ich zespolenie, wykreowało intensywny i ponury
krążek, którego (w ostatecznym rozrachunku) typowość może przeszkadzać, lecz
nie musi. Maniacy klasyki będą zadowoleni, bo to solidne granie.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz