piątek, 10 lipca 2026

Recenzja Mental Funeral „II”

 

Mental Funeral

„II”

Third Eye Temple 2026

Jak miło jest wrócić z urlopu, i znaleźć w skrzynce pocztowej takie niespodzianki! Zeszłoroczne, debiutanckie demo Poznaniaków było materiałem bardzo obiecującym. Z tego też powodu zapisałem sobie nazwę zespołu w kajecie, podkreślając wężykiem na czerwono, i oczekiwałem dalszego rozwoju wydarzeń.  Długo im nie zeszło. „II” to trzy nowe kawałki, czyniące, zusammen do kupy, jakieś dwadzieścia minut muzyki. Kiedy tylko włożyłem taśmę do wysłużonego decka i wcisnąłem „play”, szlam zaczął ściekać po ścianach, a powietrze zaszło marichunaenowym dymem. Krok drugi w wykonaniu Mental Funeral to w prostej linii kontynuacja stylu, z którego panowie dali się poznać na „Demo MMXXIV”. Z tym, że muzycy chyba jeszcze bardziej natłuścili, albo raczej utuczyli, swoje kompozycje ciężarem, bo tym razem smalec niemal wylewa się z głośników. Już pierwszy numer to kandydat do najcięższego walca na krajowych jezdniach. Kawałek rozpoczynający się od bardzo powolnego riffu, gniotący zapętlonym motywem tylko po to, by pod koniec jeszcze zwolnić, jakby w rzeczonym walcu zabrakło paliwa. A my leżelibyśmy akurat pod jego przednią osią. Zero ratunku. Dalej jest podobnie. Same akordy nie są tutaj jakoś szczególnie wyszukane, co dla jednych może być plusem dodatnim (ja), a dla innych ujemnym (ci, którzy narzekają, że nic się nie dzieje jak aktor patrzy w prawo). Racja, kompozycje na „II” są z rodzaju bardzo oszczędnych, nawet na zasadzie lo-fi, gdyby taką przypiąć do funeral doom / sludge metalu. Czasem jednak w tle przewina się drobne niuanse (jak choćby siermiężna, mamiąca melodia gitarowa w „Unbreakable Curse”), czy inne pomniejsze dodatki do oklepanego schematu. Wokalnie też nie ma specjalnych fajerwerków. Facet mruczy ponurym growlem swoje kwestie, w tempie dość monotonnym, wciągającym niczym czarna dziura, nie dającym słuchaczowi szans na wyrwanie się spod owych inkantacji. Materiał ten jest niczym smoła, wlewana, zamiast wody, do gardzieli słuchacza, na podobiznę metod stosowanych przez świętą inkwizycję. Gęsty do granic możliwości, maksymalnie dociążony, konsekwentny i nieludzko niszczący. Ja pierdolę, jaki to ma tonaż! Jestem pełen podziwu dla muzyków, że potrafią niemal w każdym gatunku tworzyć dźwięki na tak wysokim poziomie (bo przecież panowie poza Mental Funeral udzielają się w kilku innych projektach). Mają talent, skurwisyny! Czuję się zmiażdżony.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz