Thy
Killing Hand
„Infernal
Commands”
EOL Productions 2026
Miłośnicy
podziemnego, obskurnego black metalu, którzy mieli okazję obcować z dwoma
demówkami Thy Killing Hand i z utęsknieniem czekają na debiut tej enigmatycznej
kapeli, będą mogli odetchnąć z ulgą, ponieważ już on jest. To oczywiście
kontynuacja poprzednich wydawnictw, która odznacza się piwnicznym i rytualnym
charakterem, bo duet ten kreuje dźwięki w ten właśnie sposób. To sposób wprost
nawiązujący do wczesnych działań Necromantia, gdyż nasi krajanie również często
odjeżdżają swoją muzyką w rejony niemetalowe, a także używają basu w podobnym
(jak nie w tym samym) stylu co Grecy. Oprócz siermiężnych i cuchnących siarką
akordów, które Thy Killing Hand urozmaica upiornymi solówkami, sprzężeniami i
ponurymi melodiami, którym towarzyszą dudniące beczki i obskurne wokalizy, to także
klawisze odgrywają na „Infernal Commands” ważną rolę. Podbijają one klimat
mrocznej ceremonii, jaką zdaje się być black metal od tego projektu, który
nastawiony jest przede wszystkim na bluźnierczość i okultyzm. Poza tajemniczymi
i celebracyjnymi formami, panowie potrafią okresowo przyspieszyć, zamieniając
przesiąknięte magią riffy w żwawsze kostkowanie, które jednak nie zsyła zimy
czy niepochamowanej agresji, lecz pozostając w liturgicznym usposobieniu,
przeistacza się w konwulsyjne, aczkolwiek stonowane uderzenia. Rozładowują one
chwilowo narosłe, wręcz namacalne napięcie, które budowane jest na nowo,
zatapiając odbiorcę w świecie spowitym światłem świec i powietrzem
przesiąkniętym, wprowadzającymi w trans kadzidłami. To diaboliczna i surowa
muzyka, z której snują się otumaniające opary, chłód lochów i piekielne
inwokacje. Piwniczne widziadła i sataniczna modlitwa przelane na pięciolinię,
którą właściwie odczytają tylko wybrani adepci, bo to zupełnie niekomercyjny
krążek tylko wyznanie wiary, który ma sączyć truciznę, a nie dostarczać
rozrywki. Polecam, bardzo dobry album.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz