niedziela, 19 lipca 2026

Recenzja Serpent Lord „The OnceForgotten Ways of Old”

 

Serpent Lord

„The OnceForgotten Ways of Old”

Eisenwald 2026

Serpent Lord jest projektem gościa z Uada, który zdaje się być tam muzykiem napędowym. Pod „wężowym” szyldem pogrywa już od 2003 roku, ale na początku zarejestrował trzy demosy i dał sobie siana. Teraz wraca po ponad dwudziestu latach z albumem debiutanckim, który zawiera sześć utworów, utrzymanych w black metalowym tonie.To chwytliwa diabelszczyzna, której atmosferyczność mocno pachnie klimatami fantasy. Zresztą sam twórca w cosplay potrafi doskonale, wystarczy spojrzeć na zdjęcia. Cóż, rządzi tutaj mistyczna aura, która niesie ze sobą sporo melodyjek, jawiących mi się jako greckie lub są one mocno do nich zbliżone, ale Serpent Lord potrafi także trochę przysolić. Weźmy na przykład drugi utwór „Constrictor”, toż to czysta i nieprzychylna wszystkiemu co żyje norweszczyzna, która powraca w piątym wałku „A Pagan-s Spell”. W tych kompozycjach pachnie siarką, że aż strach. Reszta „The OnceForgotten Ways of Old” to już raczej klimatyczne granie, z którego wieje tajemniczością i rytualizmem w stylu trochę jak z Lovecraft’a. Odrobinę epicko, ociupinkę nastrojowo i chwilami wręcz bajkowo. Płynie to w średnich tempach, zapodając blasty i magiczne bujanki, lecz od monumentalnych podniosłości także nie stroni. Black metal typowy dla Stanów Zjednoczonych, wszystkiego w nim po trochu, ale nie mogąc się zdecydować na konkretny kierunek, wyszło jak to zwykle bywa za wielką wodą. Miło, melodyjnie i mało diabolicznie, a jest sztampowo i filmowo. Ja zostawiłbym wspomniane wcześniej dwa kawałki, a resztę wyrzucił, ale wtedy to musiałby być to singiel, a nie pełny metraż.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz