Serpent
Lord
„The
OnceForgotten Ways of Old”
Eisenwald 2026
Serpent
Lord jest projektem gościa z Uada, który zdaje się być tam muzykiem napędowym.
Pod „wężowym” szyldem pogrywa już od 2003 roku, ale na początku zarejestrował
trzy demosy i dał sobie siana. Teraz wraca po ponad dwudziestu latach z albumem
debiutanckim, który zawiera sześć utworów, utrzymanych w black metalowym tonie.To
chwytliwa diabelszczyzna, której atmosferyczność mocno pachnie klimatami
fantasy. Zresztą sam twórca w cosplay potrafi doskonale, wystarczy spojrzeć na
zdjęcia. Cóż, rządzi tutaj mistyczna aura, która niesie ze sobą sporo melodyjek,
jawiących mi się jako greckie lub są one mocno do nich zbliżone, ale Serpent
Lord potrafi także trochę przysolić. Weźmy na przykład drugi utwór
„Constrictor”, toż to czysta i nieprzychylna wszystkiemu co żyje norweszczyzna,
która powraca w piątym wałku „A Pagan-s Spell”. W tych kompozycjach pachnie
siarką, że aż strach. Reszta „The OnceForgotten Ways of Old” to już raczej
klimatyczne granie, z którego wieje tajemniczością i rytualizmem w stylu trochę
jak z Lovecraft’a. Odrobinę epicko, ociupinkę nastrojowo i chwilami wręcz
bajkowo. Płynie to w średnich tempach, zapodając blasty i magiczne bujanki,
lecz od monumentalnych podniosłości także nie stroni. Black metal typowy dla
Stanów Zjednoczonych, wszystkiego w nim po trochu, ale nie mogąc się zdecydować
na konkretny kierunek, wyszło jak to zwykle bywa za wielką wodą. Miło,
melodyjnie i mało diabolicznie, a jest sztampowo i filmowo. Ja zostawiłbym
wspomniane wcześniej dwa kawałki, a resztę wyrzucił, ale wtedy to musiałby być
to singiel, a nie pełny metraż.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz