poniedziałek, 27 lipca 2026

Recenzja Temple of Dread „Dreadspawn Dominion”

 

Temple of Dread

„Dreadspawn Dominion”

Testimony Records 2026

To już szósta płyta tej niemieckiej kapeli, która zdążyła zaznaczyć swoje miejsce na europejskiej, death-thrashowej scenie. Panowie od momentu powstania Temple of Dread nie próżnują i dość regularnie wydają płyty. Najnowszy krążek „Dreadspawn Dominion” zawiera obok intro dziewięć numerów, które częstują mieszanką wspomnianych wyżej gatunków. To siarczysty koktajl złożony z riffów w różnych tempach, które przeplatają się z ponurymi tremolo. Niemcy używają ostrego, uwierającego brzmienia, co podkreśla jadowitość muzykowania tej brygady, a mięsista sekcja rytmiczna zagęszcza wiosła, trzymając wszystko w jednej kupie. Kupa ta, tnie do kości, ale nie używa do tego bata, lecz tępego tarnika więc zabiegi stosowane przez Temple of Dread bolą dogłębniej. Te energiczne akordy, posępne melodie i gniotące kostkowanie w średniej agogice oraz wolny palm muting robią naprawdę dobrze. Zdaje się, że jest to zasługa swoistego połączenia szwedzizny, starej, teutońskiej szkoły i małej domieszki deta z USA, co kreuje maszynę, która zrywa tkankę mięśniową do kości. „Dreadspawn Dominion” to mięso oddzielone mechanicznie, zatem delikatniejszym uszom może zaszkodzić. Fani tradycyjnego grania, zakorzenionego w przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych znajdą tutaj wszystko, co lubią. Niszczące blasty, wbijające w glebę walce, mroczne solówki, a także wkręcające się boleśnie, wysokotonowe zagrywki, no i nie należy zapominać o surowych wokalach, bo wgryzają się swoimi zębami w czaszkę, jak w masło. Znajdą również duszny klimat, który zalatuje rzecz jasna śmiercią i odrobinę punkowym wkurwem. Olschoolowy death metal z mocnym, thrashowym pierwiastkiem, do którego dołożono trochę progresywnych zabiegów i momentami mocno, groove’owych rytmów. Różnorodny w budowie, lecz nie eklektyczny. Trzyma się dawno wypracowanego wzorca i dobrze mu z tym. Standardowo, ale z energią i jajem. Słychać, że ten kwintet lubi napierdalać w śmierć metal i wie, jak to robić.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz