Horns of Abomination
“Horns of Abomination”
Sentient Ruin Laboratories 2026
Sentient Ruin Laboratories raczej rzadko wydają
materiały demo. Rzadko nie znaczy jednak nigdy, bowiem „Horns of Abomination”
demówką jest właśnie. Ten Amerykański, anonimowy twór swoją twórczość kieruje
do bardzo specyficznego odbiorcy, a że wydawnictwo zawiera jedynie trzy
kompozycje, zamykające się w dziesięciu minutach, to i poematów o nim pisać nie
zamierzam. Sprawa jest totalnie prosta, zupełnie jak sama muzyka. Lubicie
prymitywne blackmetalowe wysrywy pokroju Von czy wczesny Beherit? No to proszę
się częstować. Powiedzieć o tych nagraniach, że są surowe, to jak nie
powiedzieć nic. Garażowe brzmienie, z brzęczącą niemiłosiernie perkusją,
przefuzowane gitary, schowane w tle, przesterowane wokale, i banalne w sumie
linie gitarowe. Lo-fi na pełnej. Wspomniana perkusja to już naprawdę szczyt
prostoty. W zasadzie można powiedzieć, że zmian rytmu nie ma tutaj w ogóle. Jak
się zaczyna na jednostajnym łupaniu, tak się kończy. O melodii zapomnijcie. To
mechaniczna ściana dźwięku z wybuchającymi niczym wulkan wspomnianymi wokalami,
równie szablonowymi co i cała reszta. Jeśli ktoś chciałby zamanifestować swoją
nienawiść do współczesnego black metalu, romansującego z gatunkami odległymi,
pełnego wyszukanych harmonii i pełnego patosu, to wyraziłby ją dokładnie w ten
sposób, co ludzie tworzący Horns of Abomination. Krótko i odsadnie. Ten
materiał to kolejna pozycja do kolekcji dla antyfanów ewolucji, rozwoju,
poszukiwań. „Horns of Abomination” to bezceremonialne „fuck off” do
współczesnej sceny, zwłaszcza do tych, którzy nazwą je bezsensownym buczeniem.
Tyle w temacie. Każdy z was już wie, czy po tą demówkę w ogóle sięgać, czy
kompletnie ją zignorować.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz