niedziela, 26 lipca 2026

Recenzja Gorge „Deeds of Horror”

 

Gorge

„Deeds of Horror”

Time to Kill Records 2026

To świeża kapela z włoskiej ziemi, bo powstała w zeszłym roku. Po drodze do „dzisiaj” nagrali dwa demosy i singla, ale wszystko w formie digital. Pod koniec sierpnia ukaże się ich debiutancki krążek w postaci „Deeds of Horror” właśnie. Muzyka jaką tworzy ten duet, to brutalny metal śmierci, więc panowie szyją gęstym ściegiem. Wszystko co fan barbarzyńskiego grania z domieszką gore’a lubi, to znajdzie na tym albumie. Ciężkie jak piorun gitary i taka też sekcja rytmiczna, z której na pierwszy plan wybijają się „garnkowate” werble. Głębokie growle, knurze pomrukiwania i dzikie wrzaski. Ołowiane zwolnienia i o podobnej wadze średnio-tempowe riffy oraz palm mutingi. Szalone przyspieszenia, przechodzące w grindowe blasty. Nie martwcie się, bo są jeszcze schizoidalne solówki, jest i trochę uwierających wysokotonowych zagrywek, a i także kilka piskliwych zjazdów po gryfie. Całość to osiem utworów, które trwają niespełna dwadzieścia osiem minut, zatem dostajemy od Włochów temat treściwy. Jak na dzisiejsze standardy, kawałki są krótkie i chwała im za to. Napierdalają rzęsiście i siermiężnie przynoszą morowe powietrze, wypełnione zapachem rozkładu. Mieli to i ciąży na duszy, przygniatając do gleby. Depcze po plecach, brzuchu i głowie, obracając słuchaczem na wszystkie strony jak lalką. Krwisty i obrzydliwy death metal w klasycznym dla tego ujęcia wydaniu. Jaskiniowa muza, czasem chaotyczna, a innym razem idealnie ukierunkowana na konkretny wpierdol. Gwałtowna i intensywna jazda, która wypełzła z tradycyjnej brutalności. Taki unowocześniony Dying Fetus po prostu. Już wiecie, czy sięgniecie po „Deeds of Horror”?

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz