Gorge
„Deeds
of Horror”
Time to Kill Records 2026
To
świeża kapela z włoskiej ziemi, bo powstała w zeszłym roku. Po drodze do
„dzisiaj” nagrali dwa demosy i singla, ale wszystko w formie digital. Pod
koniec sierpnia ukaże się ich debiutancki krążek w postaci „Deeds of Horror”
właśnie. Muzyka jaką tworzy ten duet, to brutalny metal śmierci, więc panowie
szyją gęstym ściegiem. Wszystko co fan barbarzyńskiego grania z domieszką
gore’a lubi, to znajdzie na tym albumie. Ciężkie jak piorun gitary i taka też sekcja
rytmiczna, z której na pierwszy plan wybijają się „garnkowate” werble. Głębokie
growle, knurze pomrukiwania i dzikie wrzaski. Ołowiane zwolnienia i o podobnej
wadze średnio-tempowe riffy oraz palm mutingi. Szalone przyspieszenia,
przechodzące w grindowe blasty. Nie martwcie się, bo są jeszcze schizoidalne
solówki, jest i trochę uwierających wysokotonowych zagrywek, a i także kilka
piskliwych zjazdów po gryfie. Całość to osiem utworów, które trwają niespełna
dwadzieścia osiem minut, zatem dostajemy od Włochów temat treściwy. Jak na
dzisiejsze standardy, kawałki są krótkie i chwała im za to. Napierdalają
rzęsiście i siermiężnie przynoszą morowe powietrze, wypełnione zapachem
rozkładu. Mieli to i ciąży na duszy, przygniatając do gleby. Depcze po plecach,
brzuchu i głowie, obracając słuchaczem na wszystkie strony jak lalką. Krwisty i
obrzydliwy death metal w klasycznym dla tego ujęcia wydaniu. Jaskiniowa muza,
czasem chaotyczna, a innym razem idealnie ukierunkowana na konkretny wpierdol.
Gwałtowna i intensywna jazda, która wypełzła z tradycyjnej brutalności. Taki
unowocześniony Dying Fetus po prostu. Już wiecie, czy sięgniecie po „Deeds of
Horror”?
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz