Besatt
„Hellstorm”
Mara Productions 2026
Polski
Besatt każdy zna i jego dyskografie pewnie też. Jeśli nie, to będzie mógł się
zapoznać z ich trzecią płytą, która pierwotnie wydana była w 2002 roku. Teraz
przybliża i przypomina ją Mara Productions. To tak jak ówcześnie, osiem
kawałków black metalu, który kąsa dotkliwie. Surowe brzmienie, bezkompromisowe
podejście do tworzenia riffów i totalna wściekłość. Zrodziło to diabelszczyznę,
która odznacza się agresją i skrajną nieprzychylnością dla form życiowych. Wściekłe
blasty, delikatnie nastrojowe chwytliwości i satanistyczne kołysanki na
„Hellstorm” robią naprawdę dobrze, bo połączenie norweskich manier i polskiego
bon-tonu zawsze było w cenie. Besatt już wtedy wiedzieli o co chodzi i
wprowadzali wszystkie właściwe elementy do swojej muzyki, która tnie do kości,
gdy trzeba upiornie pobuja, a i mrocznego romantyzmu dostarczy. Materiał ubrany
w toporne, uwierające brzmienie, kaleczy uszy podobnie jak cięte akordy oraz
zajadłe wokale. Oprócz diabolicznych galopad oferuję także mnóstwo zmian tempa,
a te w średniej agogice wprowadzają pokaźną ilość mistycznej atmosfery, która
czyni ten krążek jeszcze bardziej wymownym. Besatt dobitnie udowadnia czym jest
black metal i jakie uczucia powinien nieść ze sobą. Podziemny i wypełniony ciemnością
album, będący wyrazem kultu Szatana jak i samego gatunku. Pozbawiony udziwnień,
już na początku XXI wieku nie bardzo wpisywał się w narastające w tamtych
latach modernistyczne trendy., co czyni także dziś. Zupełnie nie poddając się
zębom czasu, nie stracił na sile i przetrwał te 24 lata bez uszczerbku. Z jego
antagonistycznego wydźwięku zionie autentycznością i piekielnym ogniem. Tym,
którzy nie znają, polecam, bo innym nie muszę.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz