wtorek, 14 lipca 2026

Recenzja Ceremonial Worship „Between Sleep and Death”

 

Ceremonial Worship

„Between Sleep and Death”

Eternal Death 2026

 


Ceremonial Worship po czterech latach wracają ze swoim trzecim krążkiem. Zespół pochodzi z Grecji i gra black metal. Myli się jednak, kto z góry założy, że to kolejni uczniowie Rotting Christ czy Varathron. Wydźwięk kompozycji zawartych na „Between Sleep and Death” jest zdecydowanie bardziej skandynawski. Owszem, da się tutaj wyczuć elementy towarzyszące śródziemnomorskiemu odłamowi gatunku, lecz stanowią one zaledwie promil całości, tonący w morzu inspiracji płynących ze wspomnianego półwyspu. Swoją  twórczość zespół (choć właściwie jest to raczej twór indywidualny niejakiego Spirosa, aka High Priest C.W.’a) opiera na dość melodyjnych harmoniach, mogących kojarzyć się chwilami ze szkołą fińską, w innych momentach ze szwedzka, a nawet norweską. Nie jest to granie surowe, co nie znaczy, że brak tu ostrych akordów. One jak najbardziej występują, nawet stanowią jeden z głównych składników rzeczonego krążka. Rzecz w tym, że brzmienie jest tutaj klasycznie drugofalowe z połowy lat dziewięćdziesiątych. Czyli nie Darkthrone, a raczej Emperor, czy Satyricon. Zresztą myślę, że wiecie co mam na myśli. Co do samych numerów, to trzeba przyznać, że przez te cztery lata muzyk bynajmniej nie spał, tylko sukcesywnie swój styl przekazu rozwijał. Nie mówię, że szukał nowych ścieżek, czy eksperymentów, mam na myśli bardziej poziom kompozytorski. Te numery faktycznie wpadają w ucho, i to zdecydowanie głębiej niż dotychczas. Taki „Where the Shadow Awakes” (ale spokojnie, nie chodzi o „naszego” Shadowa) wbija się w głowę bardzo głęboko, a będąca kręgosłupem tego kawałka melodia wybrzmiewa pod czachą jeszcze długo potem, jak płyta się kończy. Z drugiej strony, żebyśmy się nie zrozumieli źle. Pan Grek nie przesadza ze słodkościami. Czuć w tej muzyce ziąb, nawet jeśli nie jest to zima stulecia. Oczywiście jest to, jak już zresztą wspomniałem, bardziej płyta-hołd niż jakiekolwiek nowatorstwo. Płyta jakich wiele, można powiedzieć. I sporo w tym racji, bo nie wróżę Ceremonial Worship zawojowania świata tym materiałem. Z drugiej strony, niczego mu nie brakuje. Wokale są zadziorne, utwory solidnie poskładane na stary styl, brzmi to dobrze, nie nudzi… Jeśli ktoś ma chwile czasu na nową płytę z jadowicie melodyjnym czarcim metalem, to niechaj to chwyta. Myślę, ze mimo wszystko warto sobie z „Between Sleep and Death” zrobić z dwie rundki, bo to najbardziej dojrzały i najlepszy krążek, jaki wyszedł pod tym szyldem. Jeśli jednak sobie odpuścicie, to życia nie przegracie.

- jesusatan




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz