Ceremonial Worship
„Between Sleep and Death”
Eternal
Death 2026
Ceremonial
Worship po czterech latach wracają ze swoim trzecim krążkiem. Zespół pochodzi z
Grecji i gra black metal. Myli się jednak, kto z góry założy, że to kolejni
uczniowie Rotting Christ czy Varathron. Wydźwięk kompozycji zawartych na
„Between Sleep and Death” jest zdecydowanie bardziej skandynawski. Owszem, da
się tutaj wyczuć elementy towarzyszące śródziemnomorskiemu odłamowi gatunku,
lecz stanowią one zaledwie promil całości, tonący w morzu inspiracji płynących
ze wspomnianego półwyspu. Swoją
twórczość zespół (choć właściwie jest to raczej twór indywidualny
niejakiego Spirosa, aka High Priest C.W.’a) opiera na dość melodyjnych harmoniach,
mogących kojarzyć się chwilami ze szkołą fińską, w innych momentach ze
szwedzka, a nawet norweską. Nie jest to granie surowe, co nie znaczy, że brak
tu ostrych akordów. One jak najbardziej występują, nawet stanowią jeden z
głównych składników rzeczonego krążka. Rzecz w tym, że brzmienie jest tutaj
klasycznie drugofalowe z połowy lat dziewięćdziesiątych. Czyli nie Darkthrone,
a raczej Emperor, czy Satyricon. Zresztą myślę, że wiecie co mam na myśli. Co
do samych numerów, to trzeba przyznać, że przez te cztery lata muzyk bynajmniej
nie spał, tylko sukcesywnie swój styl przekazu rozwijał. Nie mówię, że szukał
nowych ścieżek, czy eksperymentów, mam na myśli bardziej poziom kompozytorski.
Te numery faktycznie wpadają w ucho, i to zdecydowanie głębiej niż dotychczas.
Taki „Where the Shadow Awakes” (ale spokojnie, nie chodzi o „naszego” Shadowa)
wbija się w głowę bardzo głęboko, a będąca kręgosłupem tego kawałka melodia
wybrzmiewa pod czachą jeszcze długo potem, jak płyta się kończy. Z drugiej
strony, żebyśmy się nie zrozumieli źle. Pan Grek nie przesadza ze słodkościami.
Czuć w tej muzyce ziąb, nawet jeśli nie jest to zima stulecia. Oczywiście jest
to, jak już zresztą wspomniałem, bardziej płyta-hołd niż jakiekolwiek
nowatorstwo. Płyta jakich wiele, można powiedzieć. I sporo w tym racji, bo nie
wróżę Ceremonial Worship zawojowania świata tym materiałem. Z drugiej strony,
niczego mu nie brakuje. Wokale są zadziorne, utwory solidnie poskładane na
stary styl, brzmi to dobrze, nie nudzi… Jeśli ktoś ma chwile czasu na nową
płytę z jadowicie melodyjnym czarcim metalem, to niechaj to chwyta. Myślę, ze
mimo wszystko warto sobie z „Between Sleep and Death” zrobić z dwie rundki, bo
to najbardziej dojrzały i najlepszy krążek, jaki wyszedł pod tym szyldem. Jeśli
jednak sobie odpuścicie, to życia nie przegracie.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz