Hanternoz
“A hed an noz, a noz, a noz”
Antiq Rec. 2026
Ależ mnie zmylił ten francuski band. I to
dwukrotnie. Najpierw, kiedy spojrzałem na tytuł. Skojarzył mi się z debiutem
pewnych Finów, pewnie się szybko domyślicie o kogo chodzi. Następnie w chwili, gdy
płyta się rozpoczęła. Otwierający ją akord jakoś tak bardzo mocno skojarzył mi
się z Bolzer. I kiedy już, już miałem apetyt na coś dobrego i zacząłem ślinić
się jak pies pewnego rosyjskiego fizjologa, nastąpiło ujście powietrza z, nawet
nie do końca jeszcze nadmuchanego, balonika. Hanternoz grają… w sumie tak, jak
wyglądają na Metal Archives. Jeden stoi wśród połamanego tataraku, drugi siedzi
na krześle biurowym w jeziorze. Nieporozumienie jakieś. No dobra, ale może
konkretniej, bo przecież nie ma czegoś takiego jak tatarak metal. Smucą panowie
niemiłosiernie w klimatach folkowo blackmetalowych. Choć na dobrą sprawę tego czystego
folku to tutaj aż tak dużo nie ma. Jest za to wspomniany black metal, głównie w
tempie średnim, z okresowymi przyspieszeniami, jednak tak oklepany i nudny, że
faktycznie można przy tym usnąć jak przy opowieściach wiejskiej bajarki. Już
pierwszy utwór, a trwa on aż jedenaście minut, mocno mnie zmęczył, a przed sobą
miałem jeszcze sześć, i dodatkowych minut pięćdziesiąt. Wierzcie mi, dotrwałem
do końca, ale było to bardziej męczące niż wejście na dwudzieste piętro po
schodach. Jeśli chodzi o folkowe melodie, to w takowe umieli choćby Enslaved na
„Eld”. Francuzi próbują, ale wychodzi to raczej niespecjalnie. Przykładowo, „La
Lessive des Trepasses”, oparty na tanecznej melodii, upiększony czystymi
zaśpiewami, zawierający riffy, których może i nie potrafię przykleić do
konkretnego wzorca, ale są mi znajome na wylot (albo po prostu takie banalne)
jest dobrym przykładem, jak grać ten rodzaj muzyki w sposób kompletnie
odstraszający. Ponadto, mimo iż zazwyczaj nie mam nic przeciwko, a wręcz
przeciwnie, odpycha mnie na tym albumie śpiew po francusku. I nie potrafię
wyjaśnić, dlaczego, bo w takim Galibot język ten brzmi fenomenalnie. A to też black
metal, i też trochę zbliżony stylistycznie, tylko zagrany z trzy poziomy lepiej
Cóż, nie będę ględził, bo to trochę strata czasu, tak samo jak słuchanie tej
płyty. Jest nudna, przewidywalna, ,bez pomysłu… po prostu jałowa. Do kibla!
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz