czwartek, 9 lipca 2026

Recenzja Regent Death “Hermetic Vibrations of the Cosmos”

 

Regent Death

“Hermetic Vibrations of the Cosmos”

Mara Prod. 2026

Regent Death to nowy twór na scenie hiszpańskiej, choć wchodzący w skład zespołu muzycy zaznaczyli już, i to niejednokrotnie, swoją obecność w innych projektach, których jest na tyle sporo, że nie będę ich tu wymieniał. Zwłaszcza, że pewnie i tak nazwy większości z nich niewiele wam powiedzą. Pod nowym szyldem panowie zarejestrowali uprzednio pięciootworową EP-kę, by teraz uderzyć pełnowymiarowym debiutem. Wspomniałem, że zespół pochodzi z Hiszpanii, jednak muzykę grają na wskroś szwedzką. Jest to black metal mocno osadzony w standardach lat dziewięćdziesiątych, zarówno pod względem czysto muzycznym, jak i brzmieniowym. Z gitar wieje zatem północnym chłodem, ale produkcja tego materiału jest na tyle czytelna, że absolutnie nic nam po drodze nie ucieka. Sama treść to dość spory przekrój. W większości mamy tutaj podkręcone tempo z odpowiednio ostrym riffowaniem, nie pozbawionym jednocześnie tej mroźnej melodii i zadziorności. Można w tym przypadku rzucić choćby takimi nazwami jak Marduk czy Setherial, zwłaszcza w momentach, kiedy panowie rozpędzają się niemal do maksimum. I tu dość ciekawa sprawa, bo słuchając niektórych kompozycji, kiedy wydawało mi się, że siarka i szron i tak mocno buzują tworząc swojego rodzaju trujący blizzard, panowie w pewnym momencie jeszcze bardziej dorzucali do pieca (coś na zasadzie pierwszych fragmentów „Ye Entrancemperium” Emperora). Poza tymi szarżującymi partiami nie brak na tej płycie fragmentów bardziej stonowanych (nawet akustycznych), przekładających równoważnię w kierunku większej melodii. Wówczas można do wspomnianych już przed chwilą nazw dorzucić także Sacramentum czy Dawn. Takie balansowanie wychodzi muzykom, trzeba to przyznać otwarcie, nad wyraz dobrze, bo poszczególne kompozycje, mimo iż dość zróżnicowane, bardzo płynnie zmieniają bieg i bynajmniej nie nudzą. Natomiast wspomniane melodie nie należą do gatunku przesłodzonych, bo mimo wszystko na „Hermetic Vibrations of the Cosmos” panuje klimat mocno zimowy. Nie jest to zapewne krążek, który zagości w waszych podsumowaniach roku, bo do wybitnych raczej nie należy. Natomiast zdecydowanie poleciłbym go maniakom Szwecji z lat rozkwitu drugiej fali, bo to bardzo dobra kontynuacja tamtejszego stylu. Silny debiut.

- jesusatan






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz