czwartek, 23 lipca 2026

Recenzja F.A.M. „Pleasure of Torture”

 

F.A.M.

„Pleasure of Torture”

Selfmadegod Records 2026

Pewnie znacie tą wrocławską kapelę, ponieważ rzępoli nie od dziś, bo od 2005 roku. Dużo w sumie przez te dwadzieścia jeden lat nie nagrali, gdyż „Pleasure of Torture” jest ich dopiero czwartym albumem, ale kto by tam liczył. Jest nowa płyta i to się zgadza. Wraz z coverem utworu „Ofiara” grupy Necrophil to jedenaście kawałków krwistego mięsa, flaków i ekskrementów, które rzucane są w naszą stronę przez jakieś trzydzieści minut. Ciężkie, plazmowate brzmienie gitar, zagęszczone przez sekcję rytmiczną o słusznej wadze i rzygające wokalizy Jakuba Kobylskiego, to kwintesencja death-gore’a Wrocławian. Prosto, bez wymyślnych rozwiązań konstrukcyjnych, zbudowana maszynka do mielenia mięsiwa, która robi to w jednostajnym tempie, czasami pozwalając sobie na przejścia między akordami, zmieniając rytm, prędkość czy sposób na kostkowanie. Wygrywa ona ponure melodie, rodem ze śmierdzących zepsutymi wnętrznościami kazamatów bądź zalewa wiadrem pomyj w postaci grindcore’owych blastów. Niekiedy da chwilę na wytarcie gęby z tej błotnistej i cuchnącej mazi, zwalniając na moment, po czym wraca do tortur i chuj. To gęsta i brutalna muza w klasycznym stylu, która może okresowo wydawać się monotonna, ale nie jest to jej wadą. Tradycyjnie skomponowany death-grind, od którego wymagać szczególnych wygibasów się nie da. Ma być przede wszystkim krwiście i barbarzyńsko. Te dwa podstawowe przymioty krążek ten zawiera. Zwyczajowe dla tego gatunku wydawnictwo, fanom surowego i pieczystego będą soki po brodzie lecieć.

shub niggurath

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz