F.A.M.
„Pleasure
of Torture”
Selfmadegod Records 2026
Pewnie
znacie tą wrocławską kapelę, ponieważ rzępoli nie od dziś, bo od 2005 roku.
Dużo w sumie przez te dwadzieścia jeden lat nie nagrali, gdyż „Pleasure of
Torture” jest ich dopiero czwartym albumem, ale kto by tam liczył. Jest nowa
płyta i to się zgadza. Wraz z coverem utworu „Ofiara” grupy Necrophil to
jedenaście kawałków krwistego mięsa, flaków i ekskrementów, które rzucane są w
naszą stronę przez jakieś trzydzieści minut. Ciężkie, plazmowate brzmienie
gitar, zagęszczone przez sekcję rytmiczną o słusznej wadze i rzygające wokalizy
Jakuba Kobylskiego, to kwintesencja death-gore’a Wrocławian. Prosto, bez
wymyślnych rozwiązań konstrukcyjnych, zbudowana maszynka do mielenia mięsiwa,
która robi to w jednostajnym tempie, czasami pozwalając sobie na przejścia między
akordami, zmieniając rytm, prędkość czy sposób na kostkowanie. Wygrywa ona
ponure melodie, rodem ze śmierdzących zepsutymi wnętrznościami kazamatów bądź
zalewa wiadrem pomyj w postaci grindcore’owych blastów. Niekiedy da chwilę na
wytarcie gęby z tej błotnistej i cuchnącej mazi, zwalniając na moment, po czym
wraca do tortur i chuj. To gęsta i brutalna muza w klasycznym stylu, która może
okresowo wydawać się monotonna, ale nie jest to jej wadą. Tradycyjnie
skomponowany death-grind, od którego wymagać szczególnych wygibasów się nie da.
Ma być przede wszystkim krwiście i barbarzyńsko. Te dwa podstawowe przymioty
krążek ten zawiera. Zwyczajowe dla tego gatunku wydawnictwo, fanom surowego i
pieczystego będą soki po brodzie lecieć.
shub niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz