Ripper
„Towards
Rebirth”
Dark Descent 2026
Tych gentlemanów przez dłuższą chwilę u nas nie
było. Dokładnie siedem lat, bo wtedy to właśnie pisałem w tym miejscu o ich
EP-ce „Sensory Stagnation”, która wbrew tytułowi wcale stagnacją nie była. W
międzyczasie Chilijczycy dali jeszcze o sobie znać demówką i jakimś splitem,
ale nie zmienia to faktu, że od ostatniej pełnej płyty upłynęła równo dekada.
Czas na kolejną był zatem najwyższy. Pod względem oczekiwań byłem raczej
umiarkowanie spokojny. Nie oczekiwałem bowiem, że panowie rozłupią mi łeb po
raz kolejny, jak w przypadku „Raising the Corpse”. Oczekiwałem albumu z dobrym,
energicznym death / thrash metalem. I taki dokładnie dostałem. Na szczęście, co
gdzieś mnie tam z tyłu głowy uwierało, moje obawy o lekką zadyszkę Ripper
zostały szybko rozwiane. Nie bez znaczenia w tym temacie jest chyba fakt
całkowitego przemeblowania składu przez lidera zespołu. Nowi muzycy, świeża
krew, zawrzało zatem ponownie. Na „dzień dobry” mamy intro, a potem to już
jazda na całego. Panowie się nie oszczędzają, w wyniku czego tempo mamy na tym
krążku niemal przez cały czas mocno podkręcone. Nie brak tu zadziornych riffów,
bardzo dobrych solówek i buchającego siarczystym płomieniem ognia. Poza
ścieżkami gitar, mocno nawiązujących do takich klasyków jak Kreator, Sodom, czy
też z innych części globu, Sadus albo Dark Angel, świetną robotę robi tu
pałker. Jego staroszkolny, klasyczny styl gry idealnie pasuje do całości i jest
jednym z jaśniejszych punktów „Towards Rebirth”. Niby nic odkrywczego, ale
mocno rzuciło mi się w uszy. Wspomnieć też można o basie, gdyż ten także
chwilami mocno daje o sobie znać, i to w bardzo Sadusowym tonie. No i wokale.
Intensywne, konkretne, jak za dawnych lat. Zaletą tego wydawnictwa jest fakt,
że nie ma tutaj żadnych słabych punktów. Jest nad wyraz równo i solidnie, na
tyle, iż można bez ściemniania potwierdzić, iż Ripper trzymają fason, a ich
najnowsza płyta żadnego fana rozczarować nie powinna. Na koniec tylko dodam, że
chętnie bym sobie tych Chiliczyków obejrzał w wersji live, bo dotychczas nie
było okazji, a jestem przekonany, że byłby niezły rozpierdol.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz