- FOR ENGLISH SCROLL DOWN -
Death.Void.Terror
“To the Great Monolith 2.5”
Sentient
Ruin Laboratories 2026
Trochę mnie zaskoczyli panowie z Death.Void.Terror. Wiem,
że z założenia „To the Great Monolith” miał być trylogią. Czekałem zatem na
trzecią, wieńczącą całość część. Czekałem, i trochę się zaczynałem niepokoić,
czy aby projekt ten nie został porzucony, bowiem z obozu Szwajcarów nie było
żadnych wieści przed sześć lat. Kiedy w końcu, zupełnie z zaskoczenia, w mojej
skrzynce pojawiło się nowe wydawnictwo zespołu, okazało się, że to jeszcze nie
ostatni rozdział, a coś pomiędzy. Przystanek 2.5., trzy kompozycje, będących
kontynuacją obranej na początku ścieżki. Kompozycje chyba najbardziej rytualne
i najmroczniejsze w dotychczasowym dorobku Death.Void.Terror. Nie od dziś
twórczość tego duetu należy do mało przystępnych, dusznych i bagiennie gęstych.
W przypadku nowego materiału, wkrada się w nią jeszcze dodatkowy element, a
może raczej zostaje bardziej uwypuklony. Jest nim paranormalny klimat, będący
czymś z rodzaju połączenia kosmicznej podróży międzywymiarowej ze snem
paranoika. Czysto muzycznie panowie obracają się w klimacie doom / death /
ambientowym, ze szczególnym naciskiem na wszechogarniający mrok (jakkolwiek
banalnie by to nie zabrzmiało). Trochę w tym podobieństw do naszego Whalesong z
okresu „Radiance of a Thousand Suns”, szczególnie w ostatnim,
piętnastominutowym „Third Monolithic Manifest”. Dużo w nim transu,
wciągających, zapętlonych ambientowych motywów, przeplatających się nawzajem,
budujących przerażający nastrój. I te przesterowane, nieco futurystyczne
wokale, przemawiające niczym wyższy gatunek, zwiastujące zagładę całej
ludzkości. Bardziej gitarowe są pozostałe dwie odsłony, choć poza powolnymi,
przytłaczającymi melodiami, mogącymi kojarzyć się poniekąd z Dakhma czy
Abyssal, nie brak w nich szamańskich
okrzyków i podniosłych zaśpiewów, orientalnych wstawek, czy fragmentów
sprawiających wrażenie improwizacji. Mimo ściśle określonego profilu, album ten
jest wyjątkowo bogaty w pomysły i wielokrotnie zaskakujący. Może i drobiazgami,
ale wychwycenie ich wszystkich nie jest sprawą jednego czy dwóch odsłuchów.
Death.Void.Terror po raz kolejny otworzyli swoisty portal do koszmarów, wrota
do mrocznego wymiaru, w którym czuję się jak w domu. Polecam tym, którzy muzykę
chłoną, a nie tylko jej okazyjnie słuchają.
-
jesusatan
Death.Void.Terror
“To the Great
Monolith 2.5”
Sentient Ruin
Laboratories 2026
The lads from
Death.Void.Terror tsurprised me a bit. I know that “To the Great Monolith” was
originally intended to be a trilogy. So I was waiting for the third and final
instalment to round off the whole thing. I waited, and was starting to get a
bit worried that the project might have been abandoned, as there had been no
news from the Swiss for six years. When, at last, completely out of the blue,
the band’s new release turned up in my postbox, it turned out that this wasn’t
the final chapter after all, but something in between. Stop 2.5, three tracks
that continue along the path they set out on at the beginning. These are
probably the most ritualistic and darkest tracks by Death.Void. Terror. It’s no
secret that this duo’s work has long been among the least accessible, but suffocating
and swamp-like in its density. In the case of this new material, an additional
element creeps in – or perhaps it’s simply brought into sharper relief. It is a
paranormal atmosphere, a sort of fusion of interdimensional cosmic travel with
a paranoid’s dream. Musically speaking, the duo operate within a
doom/death/ambient sphere, with a particular emphasis on all-encompassing
darkness (however clichéd that may sound). There are some similarities here to
our own Whalesong from the ‘Radiance of a Thousand Suns’ era, particularly in
the final, fifteen-minute track, ‘Third Monolithic Manifest’. It’s full of
trance-like elements, with captivating, looped ambient motifs intertwining to
create a terrifying atmosphere. And those distorted, somewhat futuristic
vocals, speaking as if from a higher species, heralding the doom of all
humanity. The other two tracks are more guitar-driven, though apart from the
slow, oppressive melodies, which might be somewhat reminiscent of Dakhma or
Abyssal, they’re not lacking in shamanic cries and solemn chants, oriental
interludes, or passages that give the impression of improvisation. Despite its
clearly defined profile, this album is exceptionally rich in ideas and full of
surprises. They may be subtle, but picking up on them all isn’t something you
can do in just one or two listens. Death.Void.Terror have once again opened a
portal to sorts of nightmares, a gateway to a dark dimension, where I feel like
home. I recommend this to those who truly immerse themselves in music, rather
than just listening to it occasionally.
- jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz