poniedziałek, 13 lipca 2026

Recenzja Uada „Interwoven”

 

Uada

„Interwoven”

Eisenwald 2026

Nigdy nie było mi po drodze z tym zespołem, bo wystarczy mi jedna Mgła, choć zdaję sobie sprawę, że trochę temat upraszczam. Jednakże nigdy specjalnie do mnie nie trafiała ta kapela i ich płyty latały mi bardzo. No i masz! Pojawia się w mojej skrzynce. Co prawda z opóźnieniem, bo ten album wyszedł 29 maja, ale co tam, sprawdzam. I co? I gówno. Sześć numerów. Cztery z nich, to akustyczne wersje jednego kawałka z każdej poprzedniej płyty, a dwa ostatnie to covery grup Rome i Nirvana. Eksperyment? Chęć ukazania innego oblicza, czy też próba realizacji na innym polu? Wyszło tak sobie, lecz spodoba się fanom muzyki folkowej, bo to właśnie takie granie. Nastrojowe, wypełnione uczuciami i delikatnie szamańską oraz gotycką atmosferą. Kompozycyjnie jest nieźle, brzdąka to wspaniale, kołysząc i przy tym zanudzając na śmierć, będącw tej materii niczym nowym ani porywającym. Ot kolejne piosenki utrzymane w neofolkowym stylu, które podobno miały za zadanie ukazać wrażliwą stronę tych amerykańskich black metalowców i to jest właśnie odkrycie, ponieważ nie wiedziałem, że twórcy tego gatunku noszą w sobie taką emocjonalność. Dobra. Koniec z żartami. Uada nagrała krążek, który wypełniony jest po brzegi ckliwą ornamentyką, kierującą się okresowo w posępne i ezoteryczne rejony. Klasycznie, bez prądu i z folkowym ponuractwem. Jako jedna z płyt tego tercetu to w moim mniemaniu wrzód na dupie, ale gdyby została ona wydana pod innym szyldem… na dwoje babka wróżyła. Bo albo ktoś by się na „Interwoven” złapał, albo nikt by tego nie zauważył. Niemniej jednak wielbicieli Uada zaciekawią akustyczne reinterpretacje „Djinn”, „Devoid of Light”, „The Dark (Winter)” i „The Purging Fire”.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz