Uada
„Interwoven”
Eisenwald 2026
Nigdy
nie było mi po drodze z tym zespołem, bo wystarczy mi jedna Mgła, choć zdaję
sobie sprawę, że trochę temat upraszczam. Jednakże nigdy specjalnie do mnie nie
trafiała ta kapela i ich płyty latały mi bardzo. No i masz! Pojawia się w mojej
skrzynce. Co prawda z opóźnieniem, bo ten album wyszedł 29 maja, ale co tam, sprawdzam.
I co? I gówno. Sześć numerów. Cztery z nich, to akustyczne wersje jednego
kawałka z każdej poprzedniej płyty, a dwa ostatnie to covery grup Rome i
Nirvana. Eksperyment? Chęć ukazania innego oblicza, czy też próba realizacji na
innym polu? Wyszło tak sobie, lecz spodoba się fanom muzyki folkowej, bo to
właśnie takie granie. Nastrojowe, wypełnione uczuciami i delikatnie szamańską
oraz gotycką atmosferą. Kompozycyjnie jest nieźle, brzdąka to wspaniale,
kołysząc i przy tym zanudzając na śmierć, będącw tej materii niczym nowym ani
porywającym. Ot kolejne piosenki utrzymane w neofolkowym stylu, które podobno
miały za zadanie ukazać wrażliwą stronę tych amerykańskich black metalowców i
to jest właśnie odkrycie, ponieważ nie wiedziałem, że twórcy tego gatunku noszą
w sobie taką emocjonalność. Dobra. Koniec z żartami. Uada nagrała krążek, który
wypełniony jest po brzegi ckliwą ornamentyką, kierującą się okresowo w posępne
i ezoteryczne rejony. Klasycznie, bez prądu i z folkowym ponuractwem. Jako
jedna z płyt tego tercetu to w moim mniemaniu wrzód na dupie, ale gdyby została
ona wydana pod innym szyldem… na dwoje babka wróżyła. Bo albo ktoś by się na
„Interwoven” złapał, albo nikt by tego nie zauważył. Niemniej jednak
wielbicieli Uada zaciekawią akustyczne reinterpretacje „Djinn”, „Devoid of
Light”, „The Dark (Winter)” i „The Purging Fire”.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz