Taake
„En Skog av Nidstang”
Dark Essence Rec. 2026
Taake to dla niektórych zespół kultowy. Niemal na
równi z Darkthrone czy Burzum. Mi jednak zawsze kojarzył się przede wszystkim z
pewnym zdjęciem Hoesta. Tak, tym koncertowym, kiedy przez przetarte jeansy
wyszła mu fujara. Nie znaczy to, że twórczość Norwega uważałem, czy uważam, za
bezwartościową. Absolutnie. Zwłaszcza wczesne płyty kręciły się nie raz u mnie
w odtwarzaczu. Ostatni raz na poletko zespołu zaglądałem jednak chyba przy
okazji splitu z Whoredom Rife, jakieś sześć lat temu, i byłem dość mocno
rozczarowany. Mimo to postanowiłem rzucić uchem na nowy pełniak Taake, bo co mi
szkodzi. I tu pozytywne zaskoczenie. Album zawiera tylko cztery kawałki, z
czego pierwszy aż dziesięciominutowy, klasycznego black metalu z lat
dziewięćdziesiątych, i to na bardzo wysokim poziomie. A przynajmniej na
poziomie spokojnie dorównującym wspomnianym początkom kapeli. Oczywiście
innowacji tutaj nie znajdziemy, tylko głupcy mogliby się ich spodziewać. A
nawet gdyby takowe się trafiły, to osobiście stwierdziłbym, że kompletnie nie
pasują do tego, co Hoest dotychczas serwował. Mamy tu za to trzydzieści siedem
minut staroszkolnego brzęczenia na tematy wczesno norweskie. Z całym, skromnym w
tym przypadku, bo to przecież muza na wskroś surowa, wachlarzem wszystkiego, co
podwaliny gatunku tworzyło. Szorstkie, nie pozbawione jednak odpowiedniej
melodii riffowanie, zazwyczaj w szybszym tempie, dość kwadratowa, schematyczna
perkusja, klasycznie chłodne wokale, chwilami pojawiające się w tle bardziej
chwytliwe momenty. Wszystko ubrane w brzmienie klasycznie północne, wypracowane
przez zespoły „Made in Norge” lata temu. Że piszę rzeczy oczywiste? No a co ja
mam wyrzeźbić na temat zespołu z trzydziestoletnim stażem, który współtworzył
wiadomy styl, i trzyma się go sztywno niczym małpa palmy? Tutaj nie ma
kompromisów pokroju nieudany cover Sisters of Mercy (może właśnie od tego są
EP-ki), tutaj jest jedynie wiejący chłodem i fiordami black metal. Na wysokim
poziomie, z odpowiednim podejściem, zakotwiczony w latach dawnych, grany
konsekwentnie z zachowaniem wczesnych ideałów. Żaden to diament, jednak bardzo
solidna rzecz, godna polecenia, bo widać, że Taake trzymają poziom, a nieliczne
wpadki są co najwyżej małymi wypadkami przy pracy. Ode mnie wyrazy szacunku.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz