Absolute Power
“Needs Must When the Devil
Drives”
Time To Kill Rec. 2026
Bardzo rzadko sięgam po klasyczny heavy metal. Nigdy
nie byłem przesadnym fanem, ot, poznałem, i do dziś cenię kilku klasyków,
czasem pobawiłem się przy takiej muzyce na imprezach, i starczy. Dość
powiedzieć, że na półce nie mam chyba ani jednej płyty z tego gatunku. Po co
zatem sięgnąłem po Absolute Power? Z banalnego powodu. Zaciekawił mnie skład tworzący
ten zespół. Dwóch ziomali z Napalm Death (czyżby na stare lata znudziło się
napierdalanie ile fabryka dała?), jakiś brytyjski producent, bębniarz z kapeli
punkowej, oraz stary wyjadacz ze sceny gotyckiej. Mówię sobie „Posłucham, napiszę, że kupsko niesamowite, wyjdę
i trzasną drzwiami”. Ale… no, się nie dało. Nie, żeby materiał ten był zaraz
jakiś wybitny czy przełomowy. Ale, pisząc tyle razy w samych superlatywach o
naśladowcach klasycznego odłamu death czy black metalu, w tym przypadku także
muszę zachować obiektywizm. „Needs Must When the Devil Drives” to naprawdę
niezły krążek, pełen wpadających w ucho melodii, śpiewnych refrenów, nawet
ostrego riffowania, czy umiejętnie posklejanych solówek. To po prostu dobre
heavymetalowe piosenki, których można bez zażenowania słuchać obok dokonań
Halforda, Grave Digger czy Manowar. Co ciekawe, album ten trwa prawie
pięćdziesiąt minut, ale ani razu mi się nie ziewnęło. Ba! Puściłem go sobie
jeszcze raz na dokładkę, a potem jeszcze raz, aż mi się te piosenki naprawdę
zaczęły wkręcać w głowę. Gdyby mi ktoś powiedział, że to płyta sprzed, dajmy na
to, czterdziestu lat, to bym to pewnie łyknął jak pelikan gnojówę. Bo brzmi to
wzorcowo, buja nieprzeciętnie, zawiera praktycznie wszystkie staroszkolne
składowe (z dwoma balladkami włącznie), chwilami jedzie patatajnią, gdzie
indziej porywa do wspólnego zaśpiewu (a śpiew ten pan reżyser też ma niczego
sobie), no to do czego się tu dopierdalać? Jest jeszcze cover, jak nie, jak tak!
Queen „Sheer Heart Attack”, czyli nie poszli panowie na łatwiznę i wybrali
sobie kawałek nieco mniej znany. No i lala. Pewnie w chwili kiedy krążek ten
wyleci z mojego odtwarzacza, już do niego nie wróci, bo… patrz zdanie pierwsze.
Nie zmienia to jednak mojej o nim opinii. Naprawdę dobre granie, które
zdecydowanie polecam zwłaszcza fanom gatunku.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz