wtorek, 3 listopada 2026

Recenzja Absolute Power “Needs Must When the Devil Drives

 

Absolute Power

“Needs Must When the Devil Drives”

Time To Kill Rec. 2026

Bardzo rzadko sięgam po klasyczny heavy metal. Nigdy nie byłem przesadnym fanem, ot, poznałem, i do dziś cenię kilku klasyków, czasem pobawiłem się przy takiej muzyce na imprezach, i starczy. Dość powiedzieć, że na półce nie mam chyba ani jednej płyty z tego gatunku. Po co zatem sięgnąłem po Absolute Power? Z banalnego powodu. Zaciekawił mnie skład tworzący ten zespół. Dwóch ziomali z Napalm Death (czyżby na stare lata znudziło się napierdalanie ile fabryka dała?), jakiś brytyjski producent, bębniarz z kapeli punkowej, oraz stary wyjadacz ze sceny gotyckiej. Mówię sobie „Posłucham, napiszę, że kupsko niesamowite, wyjdę i trzasną drzwiami”. Ale… no, się nie dało. Nie, żeby materiał ten był zaraz jakiś wybitny czy przełomowy. Ale, pisząc tyle razy w samych superlatywach o naśladowcach klasycznego odłamu death czy black metalu, w tym przypadku także muszę zachować obiektywizm. „Needs Must When the Devil Drives” to naprawdę niezły krążek, pełen wpadających w ucho melodii, śpiewnych refrenów, nawet ostrego riffowania, czy umiejętnie posklejanych solówek. To po prostu dobre heavymetalowe piosenki, których można bez zażenowania słuchać obok dokonań Halforda, Grave Digger czy Manowar. Co ciekawe, album ten trwa prawie pięćdziesiąt minut, ale ani razu mi się nie ziewnęło. Ba! Puściłem go sobie jeszcze raz na dokładkę, a potem jeszcze raz, aż mi się te piosenki naprawdę zaczęły wkręcać w głowę. Gdyby mi ktoś powiedział, że to płyta sprzed, dajmy na to, czterdziestu lat, to bym to pewnie łyknął jak pelikan gnojówę. Bo brzmi to wzorcowo, buja nieprzeciętnie, zawiera praktycznie wszystkie staroszkolne składowe (z dwoma balladkami włącznie), chwilami jedzie patatajnią, gdzie indziej porywa do wspólnego zaśpiewu (a śpiew ten pan reżyser też ma niczego sobie), no to do czego się tu dopierdalać? Jest jeszcze cover, jak nie, jak tak! Queen „Sheer Heart Attack”, czyli nie poszli panowie na łatwiznę i wybrali sobie kawałek nieco mniej znany. No i lala. Pewnie w chwili kiedy krążek ten wyleci z mojego odtwarzacza, już do niego nie wróci, bo… patrz zdanie pierwsze. Nie zmienia to jednak mojej o nim opinii. Naprawdę dobre granie, które zdecydowanie polecam zwłaszcza fanom gatunku.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz