Exhumed / Nunslaughter /
Molder / Traffic Death
“4 Way Split”
Redefining Darkness Rec. 2026
Lubię splity. I lubię piosenki, które już kiedyś
słyszałem. A to wydawnictwo mi to, przynajmniej w większości, zapewnia. Dlatego
po nie sięgnąłem. Bez obaw, że mnie rozczaruje, zupełnie jak bym kupował
ulubione bursztynowe w sprawdzonym pubie. No to walnijmy cztery szybkie.
Najpierw Exhumed. Dwa kawałki w typowym dla siebie Carcassowym klimacie z
okresu „Tool of the Trade”. Szybko, prawie że na pełnej, z odpowiednią
melodyjnością ale i zadziornością. Można powiedzieć, Total oldschool i tribute
dla Brytoli. Wokale, gitary, solówki, harmonie - gdyby Walker i brygada do dziś
potrafili tworzyć tak dobre piosenki, byłoby cacy. Idzie im od powrotu nieco
ciężej i toporniej, bo chyba sami kopiują siebie, ale nie ma co płakać. W
kopiowaniu Amerykanie są o wiele lepsi, czego dowodem te dwa nowe numery.
Molder też pewnie większość z was zna. To bardziej standardowy metal śmierci,
choć i w tym przypadku nie pozbawiony wpadającego w ucho rytmu, oraz płynnych,
naturalnie wchodzących melodii, okraszonych niezłymi partiami solowymi.
Asphyxowy wokal, headbangingowe momenty, i ostre pierdolnięcie, jak pionierzy
gatunku nakazali. Drugi numer też troszkę zajeżdża Carcassami, i to jest chyba
ten element wspólny dla obu pierwszych ekip zza wielkiej kałuży. Mocny konkret.
Trzeci cios wyprowadzają załoganci, którzy biją się o rekord pod względem
ilości pomniejszych wydawnictw. Nunslaughter grają mniej melodyjnie, za to
bardziej diabelsko i agresywnie. Ich dwa strzały to w zasadzie klasyka. Dobre
deathmetalowe patatajnie do pomachania głową i postrojenia głupich min, z
mocnymi zrywami i zwolnieniami na kieliszek wódki. Zespół w formie, kto lubi (a
to można nie lubić?), będzie zadowolony z kolejnych sześciu minut od Dona i
spółki. Do zamknięcia tematu wchodzi Traffic Death, który dotychczas znałem
jedynie z nazwy. I już wiem, że będę musiał sięgnąć do ich dyskografii nieco
głębiej, bo chłopaki napierdalają aż miło. Ostry crossover, chwilami
podchodzący pod S.O.D., gdzie indziej sięgający nawet po tematy grindowe
(„Symphony of Ignorance”). Świetna mieszanka serwowana w czterech krótkich
porcjach. Oczywiście wplecione sample, momenty do poskakania w dzikim tańcu,
świetne dialogi wokalne (pod tym względem mamy naprawdę szeroki wachlarz),
miodzio! Całość trwa w tym przypadku niecałe dwadzieścia dwie minuty, co w
sumie pozostawia spory niedosyt, albo, myśląc praktycznie, daje mocnego liścia
w ryj, którego każdy może sobie do woli dawkować stosowną do nastroju ilością
powtórzeń. Ja dziś mam włączone na repeat, i nawet kolejnych okrążeń nie liczę.
Fantastyczna rzecz.
-
jesusatan



