Sépulcre
“Cryptic Temple of
Otherworldly Abhorrations”
Invictus Prod. 2026
No to mamy w końcu debiutancki album Grobu. Nie tego
polskiego, nawet nie szwedzkiego, ale francuskiego. Tyle bowiem znaczy nazwa
działającego od sześciu lat składu pod wezwaniem Kevina D, człowieka znanego z
takich aktów jak Deströyer 666, Venefixion, Profanation czy Necrowretch.
Debiutanckie demo Sépulcre przedstawiałem wam tuż po zawiązaniu się zespołu,
nadmienić zatem jeszcze należy, że w międzyczasie panowie wydali także EP-kę.
Czyli staroszkolna kolejność dokładnie się tutaj zgadza. Pelnometraż, po raz
kolejny nakładem Invictus Productions, także pod względem, już czysto muzycznym,
nie rozczarowuje. Zawiera siedem, trwających łącznie czterdzieści dwie minuty,
utworów z gatunku oldschool metal of death. Od razu słychać, że muzycy mają łeb
na karku, bowiem ich kompozycje nie są monotematyczne, a zdecydowanie
urozmaicone. Poza momentami zagranymi na pełnej szybkości, przy których świat
zapierdala wokół niczym słupy wysokiego napięcia za oknem podczas podróży
Pendolino, sporo tutaj potwornie gniotących zwolnień, robiących chyba jeszcze
większe wrażenie niż wspomniana sieczka. Co ważne, nie ma na tym albumie, tak
często występującego, raz w lepszej, raz w gorszej wersji, schematu szybko –
wolno. Panowie (oraz pani, bowiem jedną gitarę obsługuje niewiasta) wyraźnie
nie kalkulują, tylko wylewają z serca cały gniew i nienawiść, w sposób, jaki
ono im podpowiada. Nie są też stuprocentowymi purystami, bowiem tu i tam
zaplącze im się jakiś akord, a to bardziej black, a to nieco thrash metalowy.
Jaka to zresztą różnica, skoro w efekcie otrzymujemy muzykę zarazem drapieżną,
co i staroszkolnie melodyjną. Bardzo podoba mi się połączenie ciężkiej,
betonowej sekcji rytmicznej z nałożoną na nią śpiewną gitarą. Niezłe też są
totalne zawirowania, przejścia z niemal chaosu w rytm punkowy, po czym
omamienia snującą się gdzieś tam w tle melodią. Trochę tutaj pachnie Finlandią,
trochę Stanami, i gdyby się upierać, to można przytoczyć w tym miejscu nazwy w
stylu Disma, Krypts, czy nawet Spectral Voice albo Sedimentum. To oczywiście
tylko orientacyjne drogowskazy, bo Francuzi samodzielnie wyznaczają sobie kurs
na death metal, nawet jeśli w podobnym kierunku co wspomniane odnośniki, to
niekoniecznie dokładnie tą samą ścieżką. Jeśli przy okazji „Ascent Through
Morbid Transcendence” jeszcze coś tam kręciłem nosem, tak tutaj punktów do
czepiania się jakoś mi brakuje. Bo całość jest spójna, ciekawa, dobrze wyprodukowana,
i maniakom death metalu bankowo zapewni radość z przynajmniej kilku(nastu)
odsłuchów. Płyta zdecydowanie zatwierdzona, można słuchać bez obaw o
rozczarowanie.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz