czwartek, 5 listopada 2026

Recenzja Fantom „Dwells in Hell”

 

Fantom

„Dwells in Hell”

Independent 2026

Uważam, że Fantom to jeden z najbardziej obiecujących zespołów jaki spłodziła polska ziemia ostatnimi czasy. Przynajmniej mi ich granie wchodzi elegancko, bez najmniejszej popitki. Jako iż kilka dni temu mieliśmy Halloween, niektórzy się poprzebierali (głównie ci młodsi), inni zorganizowali sobie jakąś okazyjną libację, a chłopaki z Torunia postanowili okoliczność tą uczcić wydaniem nowej EP-ki. Co prawda tylko w wersji cyfrowej, tak pewnie im było wygodniej. Tym bardziej, że materiał ten, nawet jeśli nie taki krótki, bo znajdziemy na nim coś pod pół godziny muzyki, należy bardziej do kolekcjonerskich. Nowy numer jest tu jeden, i mówiąc szczerze, brzmi trochę jak odrzut z debiutanckiego „Breathtaking…”. To nadal dobry crossoverowy numer, ale trochę bez… pierdolnięcia, mocno jak na Phantom zachowawczy. Kolejne cztery piosenki to utwory klasyków, albo w zasadzie współtwórców nurtów, z których Torunianie czerpią inspiracje. I tak, w kolejności, mamy tu „Season In the Abyss” Slayer”, instrumentalny „The Call of Ktulu” Metallica, “The Conjuring” zespołu rudego którego ci poprzedni na wczesnym etapie z ekipy wykopali, oraz „Alison Hell” Annihilator. Z jednej strony to wszystko świetne numery, zatem sama setlista wygląda bardzo ciekawe, z drugiej jednak, podejście do tych szlagierów wiąże się z odpowiedzialnością za własne czyny. Bo zagrać numer, na przykład Slayera, może w sumie każdy, kto mu zabroni? Ale zagrać go tak, żeby nie było wiochy i koledzy na podwórku się nie śmiali, to już inna sprawa. Jak poszło Piernikom? Wybronili się. Wybronili, bo ich wersje brzmią nieźle i słucha się ich bez grymasu zniesmaczenia, wręcz przeciwnie, nóżka sama chodzi do piosenek które się zna i lubi od małego. Rzecz w tym, że ja w coverach cenię sobie także odrobinę innowacyjności. A tej mi tu brakuje. Nie żądam, by chłopaki zaraz zmieniali aranże czy struktury kawałków, ale jakiś drobiazg od siebie na pewno by je dodatkowo ubarwił. W przypadku Fanotom zostały one po prostu bardzo dobrze odebrane, ale chyba zbyt dosłownie. Bo nawet wokalnie da się usłyszeć, że mamy tu imitację Mustaine’a czy Randy Rampage’a. A mogłoby być ciut bardziej „po swojemu”. Nie mniej jednak warto sobie tych przeróbek posłuchać w wolnej chwili, zwłaszcza w oczekiwaniu na nowy, autorski materiał od młodziaków.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz