Herzog
„Mugwort”
Amor Fati 2026
Po trzech latach przerwy wraca z
nowym albumem belgijski Herzog. Panowie wysmażyli na nim sześć numerów, które
tak jak poprzednio niosą ze sobą black metal w ujęciu „Herzog”. Rzecz jasna
jego podstawą są typowe formy, z których konstruowano tą muzykę przy
rozpętywaniu drugiej fali gatunku, wzniecając przy okazji kilka pożarów oraz
posyłając parę osób do piachu. Mniejsza z tym, bo to dawno i nie prawda.Belgowie
w dalszym ciągu grają rogaciznę, która hipnotycznie kołysze, zapodając
jednostajne akordy, które urozmaicane jest okresowo delikatnymi zmianami w
rytmice i prędkościach. Panowie nie stronią tutaj również od kilku
współczesnych zabiegów w postaci dysonansowych odjazdów, które wprowadzają
trochę mistycznego klimatu do przeważającego na „Mugwort” zimnego,
mizantropijnego i pasywnie nastawionego do świata kostkowania. Właśnie w tej
obojętności jest problem, ponieważ ideologiczna niechęć diabelszczyzny od
Herzog, przekłada się na black metal jaki tworzy, montując muzę, która wydaje
się zmierzać w niewiadomym kierunku. Brakuje jej również siły wyrazu, a także
czegoś co mogłoby przyciągnąć do niej nieco więcej uwagi, czegoś co filmowcy
nazywają suspensem i twistem. Nie wystarczy garść solidnych i upiornych
fragmentów oraz zastosowanie ponurego dialogu między wokalizami, aby
zainteresować odbiorców i pobudzić ich emocje. Mam wrażenie, że Belgowie trochę
błądzą i tak jak weszli do tego labiryntu, nagrywając poprzedni krążek, tak na
tym nie mogą się z niego wydostać. Jest jednak światełko w tunelu, bo ostatni
numer na tej płycie zatytułowany nomen omen „Post-Truth”, jest szansą na
wyjście z tej sytuacji. To instrumentalna kompozycja, która posiada swój
charakter i celuje nim właśnie w rejony post-black metalowe, wykorzystując także
maniery blackgaze’owe. Może to jest ścieżka, którą w przyszłości powinien pójść
Herzog, gdyż „Post-Truth” to najciekawszy utwór na „Mugwort”, choć w
modernistycznych ujęciach nie gustuję.
shub niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz