प्रलय
(Pralaya)
„Inferno”
Independent
2026
Minął nieco ponad rok od wydania wyśmienitego,
debiutanckiego krążka Pralaya. Panowie stwierdzili zatem, że wypadałoby
przypomnieć szalikowcom (a wiem, że tych dzięki „Beyond the Tattered Curtain of
Unspeakable Madness” zyskali całkiem liczną grupę) o swoim istnieniu. Doskonałą
okazją ku temu zdaje się siódma edycja Bestial Laceration, na której to
materiał ten będzie miał swoją oficjalną premierę. To trzy kawałki, trwające
razem nieco ponad dwadzieścia minut, a będące w prostej linii kontynuacją tego,
czym zespól częstował na wspomnianym pełniaku. Smoła, opary siarki, kapiąca z
sufitu lawa i plugastwa oraz bluźnierstwa maści wszelakiej. Czyli w skrócie –
gruz po pachy. Nie będę ukrywał, że twórczość Demoniaca, do spółki z bębniarzem
„spoza tego świata”, to totalnie moje granie. To muzyka kompletnie
antykomercyjna, nie kłaniająca się modom, będąca amalgamatem wszelkich cech
czyniących metal metalem. Bo tak to chyba można najprościej opisać. Gęsto tu
jak w świeżo rozrobionym betonie, brudno jak w chlewie, ciemno i straszno jak w
zapleśniałych katakumbach. Bez wymyślania nowych teorii, stosowania sztuczek
technicznych, naciągania tempa, czy zabiegów awangardowych, Pralaya gniotą i
duszą swoim dźwiękiem skuteczniej niż rozjeżdżający nas walec drogowy. Masywne
harmonie, dokonujące anihilacji ścieżki bębnów, na zmianę, zwalniające albo
przechodzące w tempo Cekaemu, wyrzygiwane niczym zza kotary wokale, miejscowo
przechodzące w tony męczenne, i zalewający wszystko bas… Plus kilka efektów i
sampli. Znamy taki przepis? No znamy. Tylko, że, kurwa, nie każdy potrafi tak
mocarnie rozgniatać na miazgę każdą nutką jak czynią to ci dwaj zwyrodnialcy.
Jeśli jeszcze nie spotkaliście się z powyższą nazwą, ale gdzieś tam na półce
macie pozycje z katalogu Upon the Altar czy Teitanblood, to zalecam bardzo
szybkie nadrobienie zaległości. I nie będę się rozpisywał tym razem w detalach,
tudzież argumentował „dlaczego”. Bo kumaci od razu złapią ideę stojącą za tą
muzyką, i doskonale będą wiedzieli, co z tą wiedzą zrobić. Tym, którzy Pralaya
już znają, polecać nie trzeba. Oni sobie tą EP-kę kupią w ciemno, bo doskonale
wiedzę, iż zespół gwarantuje jakość. No to chyba już nic tu po mnie. Idę topić
się w tym szlamie…
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz