Ch'ahom
„Atrophic Rites Sublimation”
20 Buck Spin 2026
Po wydanym w zeszłym roku demosie “Covered In the
Priests Black Shit”, miałem cichą nadzieję, że nagranie drugiego albumu Niemcom
nie zajmie wiele czasu. I tak się faktycznie stało, bo panowie z Essen (po
naszemu „jeść”), po zmianie barw klubowych, wracają z nowym długograjem. No,
żeby on był faktycznie długi, to bym nie powiedział, bowiem jest to pięć
kompozycji, a których jedna długaśna, ponad dziesięciominutowa, nie
przekraczających zusammen nawet pół godziny. Muzycznych rewolucji na tym
wydawnictwie nie znajdziemy, ale to chyba dobrze. Ch’ahom wykreowali swój
autorski, dość oryginalny styl, i jego się trzymają. Wiadomo zatem, że, poza
treścią właściwą, usłyszymy na tej płycie kilka trybalnych, czy też rytualnych,
interludiów. Dzwoneczki, piszczałeczki, obrządek rodem z Ameryki Południowej
sprzed wieków. Nie da się ukryć, że właśnie te drobne dodatki robią tutaj
różnicę, bo wprowadzają w odpowiedni, wypełniony ociekający krwią klimat. Słuchając
nowych kawałków, odnoszę wrażenie, że muzyka Ch’ahom stała się jakby bardziej
czytelna, zarazem mocniej pokombinowana. Nie znaczy to, że brak tu ciężaru z
gatunku gruzowego, on jest nadal obecny, i to chyba, w połączeniu ze
staroszkolnym death metalem (bo ja tu momentami wyraźnie słyszę choćby Morbid
Angel), w przeważającej ilości. Pojawiły się natomiast fragmenty kapkę
zaskakujące, gdzie chłopaki tasują akordami, łamią rytmy i zdają się dawać do
zrozumienia, że ich muzyka z czasem jednak dojrzewa. Niech takim przykładem,
idealnym zresztą, będzie „Priests of Lik’in”, z pokręconym wstępem, częstą
zmianą kostkowania, warmetalowymi ślizgami po gryfie, przeplatanymi
przebieraniem paluchami po tymże. Zresztą album ten ma to do siebie, że nie
utkwicie podczas odsłuchu na wielokrotnym zapętleniu jakiegoś motywu. Tu co
chwile coś się dzieje, coś się zmienia. Stąd też, że tak sobie pomyślałem,
lepiej chyba nagrać materiał krótki, ale pełen pomysłów, niż długi, ale oparty
na wałkowanym w kółko temacie. Równie bogato, co muzycznie, jest pod względem
wokalnym. Monotematyzm Niemców nie dotyczy, ale to sobie najlepiej sprawdźcie
sami, bo tej płyty po prostu wypada posłuchać. Zdaje mi się, że Ch’ahom nie
zyskali dotychczas należnej atencji, i nadal pozostają tworem kryminalnie wręcz
niedocenianym. Czy po przejściu do 20 Buck Spin coś się w temacie ruszy?
Zobaczymy. Ja tą muzykę bardzo polecam, bo to nie jest kolejny zespół „jeden z
wielu”. Chłopaki mają swoją wizję, i konsekwentnie ją realizują. Bardzo mocno
im kibicuję.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz