środa, 2 września 2026

Recenzja Ch'ahom „Atrophic Rites Sublimation”

 

Ch'ahom

„Atrophic Rites Sublimation”

20 Buck Spin 2026

Po wydanym w zeszłym roku demosie “Covered In the Priests Black Shit”, miałem cichą nadzieję, że nagranie drugiego albumu Niemcom nie zajmie wiele czasu. I tak się faktycznie stało, bo panowie z Essen (po naszemu „jeść”), po zmianie barw klubowych, wracają z nowym długograjem. No, żeby on był faktycznie długi, to bym nie powiedział, bowiem jest to pięć kompozycji, a których jedna długaśna, ponad dziesięciominutowa, nie przekraczających zusammen nawet pół godziny. Muzycznych rewolucji na tym wydawnictwie nie znajdziemy, ale to chyba dobrze. Ch’ahom wykreowali swój autorski, dość oryginalny styl, i jego się trzymają. Wiadomo zatem, że, poza treścią właściwą, usłyszymy na tej płycie kilka trybalnych, czy też rytualnych, interludiów. Dzwoneczki, piszczałeczki, obrządek rodem z Ameryki Południowej sprzed wieków. Nie da się ukryć, że właśnie te drobne dodatki robią tutaj różnicę, bo wprowadzają w odpowiedni, wypełniony ociekający krwią klimat. Słuchając nowych kawałków, odnoszę wrażenie, że muzyka Ch’ahom stała się jakby bardziej czytelna, zarazem mocniej pokombinowana. Nie znaczy to, że brak tu ciężaru z gatunku gruzowego, on jest nadal obecny, i to chyba, w połączeniu ze staroszkolnym death metalem (bo ja tu momentami wyraźnie słyszę choćby Morbid Angel), w przeważającej ilości. Pojawiły się natomiast fragmenty kapkę zaskakujące, gdzie chłopaki tasują akordami, łamią rytmy i zdają się dawać do zrozumienia, że ich muzyka z czasem jednak dojrzewa. Niech takim przykładem, idealnym zresztą, będzie „Priests of Lik’in”, z pokręconym wstępem, częstą zmianą kostkowania, warmetalowymi ślizgami po gryfie, przeplatanymi przebieraniem paluchami po tymże. Zresztą album ten ma to do siebie, że nie utkwicie podczas odsłuchu na wielokrotnym zapętleniu jakiegoś motywu. Tu co chwile coś się dzieje, coś się zmienia. Stąd też, że tak sobie pomyślałem, lepiej chyba nagrać materiał krótki, ale pełen pomysłów, niż długi, ale oparty na wałkowanym w kółko temacie. Równie bogato, co muzycznie, jest pod względem wokalnym. Monotematyzm Niemców nie dotyczy, ale to sobie najlepiej sprawdźcie sami, bo tej płyty po prostu wypada posłuchać. Zdaje mi się, że Ch’ahom nie zyskali dotychczas należnej atencji, i nadal pozostają tworem kryminalnie wręcz niedocenianym. Czy po przejściu do 20 Buck Spin coś się w temacie ruszy? Zobaczymy. Ja tą muzykę bardzo polecam, bo to nie jest kolejny zespół „jeden z wielu”. Chłopaki mają swoją wizję, i konsekwentnie ją realizują. Bardzo mocno im kibicuję.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz