środa, 16 września 2026

Recenzja Nuclearhammer „Xaos 333”

 

Nuclearhammer

„Xaos 333”

Iron Bonehead 2026

Aż trudno w to uwierzyć, ale Nuclearhammer’owi stuknęło właśnie dwadzieścia lat. Przynajmniej mi ciężko przyjąć ten fakt do wiadomości, bo zdaje się, jakbym słuchał ich debiutanckiego „Obliteration Ritual” dosłownie przedwczoraj. Zespół ostatnimi czasy nie był zbyt aktywny, wystarczy wspomnieć, iż, nie licząc wydawnictw wspominkowych, ostatnią płytę wydał dwanaście lat temu. Niektórzy nawet tak długo metalu nie słuchają, bo „wyrastają”. „Xaos 333” nie jest co prawda trzecim pełniakiem, jedynie trzyotworową EP-ką, ale, jak to się mówi, lepszy rydz niż Rydzyk. Filozofia muzyczna tych wykolejeńców z Ontario jest prosta. Napierdalać tak, by tynk sypał się z sufitu z intensywnością śniegu podczas zamieci, a taczki - gruzu było pełne. Te niespełna osiemnaście minut to klasyka warmetalowego grania. Same kompozycje proste są jak konstrukcja młotka. Kilka zapętlonych, wściekłych riffów, granych niczym po zarzuciu niebezpiecznych dla zdrowia i życia środków odurzających. Albo po intensywnej modlitwie do Pana Szatana, który to podczas owego rytuały chłopaków po raz kolejny natchnął. Ścieżki perkusyjne to praktycznie maniakalna kanonada blastu i tempa bardzo szybkiego, z bardzo nieliczną ilością przejść, czy innych odstępstw od reguły. Reguły „Im prościej, tym lepiej”. Reguły, która tyczy się także wokali. Owszem są dwa, i konsekwentnie się przekrzykują, ale stanowią one bardziej dodatkową ścieżkę soniczną niż przekaz do odczytu intelektualnego. Zaznaczyć jednak jestem zmuszony, że nawet przy takiej technicznej oszczędności, melodii się panowie nie ustrzegli. O ile oczywiście Państwo znajdują melodię w piosenkach wykonawców pokroju Blasphemy czy Tetragrammacide. Brzmią te nagrania adekwatnie do samej treści zasadniczej. Tu coś dudni, tam łomocze, jest gęsto jak w grochówce babcinej, a może i jeszcze gęściej. Zdziwi się jednak, kto wyjdzie z założenia, że to ściana dźwięku. Właśnie nie. Tutaj doskonale słychać wszystko to, co słyszalne być powinno. No chyba że ktoś na drewniane ucho, to już nie pomogę. No i tak sobie myślę, że wszystko lala i cacy, tylko szkoda, że… mało. Ja bym chętnie potaplał się w tym stygnącym cemencie jeszcze z kwadrans dłużej. Trzeba jednak brać co dają, zwłaszcza jeśli jest tak dobre jak „Xaos 333”. Oby kolejne sarinowe wymioty naszły Kanadoli szybciej niż za kolejne dwanaście lat.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz