Nuclearhammer
„Xaos
333”
Iron Bonehead 2026
Aż trudno w to uwierzyć, ale Nuclearhammer’owi
stuknęło właśnie dwadzieścia lat. Przynajmniej mi ciężko przyjąć ten fakt do
wiadomości, bo zdaje się, jakbym słuchał ich debiutanckiego „Obliteration
Ritual” dosłownie przedwczoraj. Zespół ostatnimi czasy nie był zbyt aktywny,
wystarczy wspomnieć, iż, nie licząc wydawnictw wspominkowych, ostatnią płytę
wydał dwanaście lat temu. Niektórzy nawet tak długo metalu nie słuchają, bo „wyrastają”.
„Xaos 333” nie jest co prawda trzecim pełniakiem, jedynie trzyotworową EP-ką,
ale, jak to się mówi, lepszy rydz niż Rydzyk. Filozofia muzyczna tych
wykolejeńców z Ontario jest prosta. Napierdalać tak, by tynk sypał się z sufitu
z intensywnością śniegu podczas zamieci, a taczki - gruzu było pełne. Te
niespełna osiemnaście minut to klasyka warmetalowego grania. Same kompozycje
proste są jak konstrukcja młotka. Kilka zapętlonych, wściekłych riffów, granych
niczym po zarzuciu niebezpiecznych dla zdrowia i życia środków odurzających.
Albo po intensywnej modlitwie do Pana Szatana, który to podczas owego rytuały
chłopaków po raz kolejny natchnął. Ścieżki perkusyjne to praktycznie maniakalna
kanonada blastu i tempa bardzo szybkiego, z bardzo nieliczną ilością przejść,
czy innych odstępstw od reguły. Reguły „Im prościej, tym lepiej”. Reguły, która
tyczy się także wokali. Owszem są dwa, i konsekwentnie się przekrzykują, ale
stanowią one bardziej dodatkową ścieżkę soniczną niż przekaz do odczytu
intelektualnego. Zaznaczyć jednak jestem zmuszony, że nawet przy takiej
technicznej oszczędności, melodii się panowie nie ustrzegli. O ile oczywiście
Państwo znajdują melodię w piosenkach wykonawców pokroju Blasphemy czy
Tetragrammacide. Brzmią te nagrania adekwatnie do samej treści zasadniczej. Tu coś
dudni, tam łomocze, jest gęsto jak w grochówce babcinej, a może i jeszcze gęściej.
Zdziwi się jednak, kto wyjdzie z założenia, że to ściana dźwięku. Właśnie nie.
Tutaj doskonale słychać wszystko to, co słyszalne być powinno. No chyba że ktoś
na drewniane ucho, to już nie pomogę. No i tak sobie myślę, że wszystko lala i
cacy, tylko szkoda, że… mało. Ja bym chętnie potaplał się w tym stygnącym
cemencie jeszcze z kwadrans dłużej. Trzeba jednak brać co dają, zwłaszcza jeśli
jest tak dobre jak „Xaos 333”. Oby kolejne sarinowe wymioty naszły Kanadoli
szybciej niż za kolejne dwanaście lat.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz