wtorek, 15 września 2026

Recenzja Hardiesse „Tristesse Vespérale”

 

Hardiesse

„Tristesse Vespérale”

Antiq 2026

Hardiessie pochodzi z Francji, a w skład tego bandu wchodzi między innymi gość odpowiedzialny za takie wykwity jak Hyver i Grylle. Wiedząc o tym, sceptycznie podchodziłem do tego materiału, który jest MLP i zarazem oficjalnym debiutem tego szyldu. Cóż, o dziwo jest tutaj dość dobrze. To oczywiście black metal, który jako Hardiesse wypada całkiem dobitnie. Brzmienie gitar jest wyraziste, którego siłę podbija intensywna sekcja rytmiczna oraz srogie wokalizy. Muzyka to jak na wspomnianego Francuza przystało, jest mocno zakorzeniona w średniowieczu, czego wyrazem są słowa, nawiązujące do ówczesnego języka francuskiego oraz… no kto zgadnie? Tak, chodzi o melodię, które mogłyby posłużyć jako ścieżka dźwiękowa do niejednego filmu o rycerzach. Materiał płynie w tempach zróżnicowanych, zapodając harmonijne tremolando i sporo rytmicznego, a także biczującego kostkowania, snując epickie opowieści o czasach pradawnych. Płytka ta skomponowana jest z zaangażowaniem i chyba ci dwaj panowie naprawdę wierzą w to co robią, bo wymowa „Tristesse Vespérale” jest dosyć tęga. Riffy i brzmienie uderzają z krzepą zwłaszcza podczas wzniosłych chwytliwości, choć w tych chmurnych i mniej melodyjnych momentach również pary im nie brakuje. Szkoda tylko, że całość usadowiona jest w średniowiecznych klimatach, które nie są moją bajką i z black metalem (poza nielicznymi wyjątkami) korespondencja z nimi raczej słabo wychodzi. Jeśli komuś podobają się wydawnictwa, niosące ze sobą diabelszczyznę o anturażu rodem z wieków średnich i jak w tym przypadku o mocnym charakterze, to niech sprawdza.

shub niggurath




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz