Hardiesse
„Tristesse
Vespérale”
Antiq 2026
Hardiessie pochodzi z Francji, a
w skład tego bandu wchodzi między innymi gość odpowiedzialny za takie wykwity
jak Hyver i Grylle. Wiedząc o tym, sceptycznie podchodziłem do tego materiału,
który jest MLP i zarazem oficjalnym debiutem tego szyldu. Cóż, o dziwo jest
tutaj dość dobrze. To oczywiście black metal, który jako Hardiesse wypada
całkiem dobitnie. Brzmienie gitar jest wyraziste, którego siłę podbija
intensywna sekcja rytmiczna oraz srogie wokalizy. Muzyka to jak na wspomnianego
Francuza przystało, jest mocno zakorzeniona w średniowieczu, czego wyrazem są
słowa, nawiązujące do ówczesnego języka francuskiego oraz… no kto zgadnie? Tak,
chodzi o melodię, które mogłyby posłużyć jako ścieżka dźwiękowa do niejednego
filmu o rycerzach. Materiał płynie w tempach zróżnicowanych, zapodając
harmonijne tremolando i sporo rytmicznego, a także biczującego kostkowania,
snując epickie opowieści o czasach pradawnych. Płytka ta skomponowana jest z
zaangażowaniem i chyba ci dwaj panowie naprawdę wierzą w to co robią, bo wymowa
„Tristesse Vespérale” jest dosyć tęga. Riffy i brzmienie uderzają z krzepą
zwłaszcza podczas wzniosłych chwytliwości, choć w tych chmurnych i mniej
melodyjnych momentach również pary im nie brakuje. Szkoda tylko, że całość
usadowiona jest w średniowiecznych klimatach, które nie są moją bajką i z black
metalem (poza nielicznymi wyjątkami) korespondencja z nimi raczej słabo
wychodzi. Jeśli komuś podobają się wydawnictwa, niosące ze sobą diabelszczyznę
o anturażu rodem z wieków średnich i jak w tym przypadku o mocnym charakterze,
to niech sprawdza.
shub niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz