piątek, 11 września 2026

Recenzja The Berzerker „The Reawakening”

 

The Berzerker

„The Reawakening” (re-issue)

Apocalyptic Witchcraft 2026

To kapela niemłoda, bo powstała w 1995 na Australijskiej ziemi, ale według internetów jest cały czas aktywna, choć od 2010 roku nic od nich się nie ukazało. Kiedyś nagrywali dla Earache Records, ale ten album nagrali pod własnym szyldem, uwalniając się (podobno) tym samym od nakładanych na nich ograniczeń przez brytyjski label. Stara brygada, więc wszyscy kumają, że panowie napierdalają deta-grajnda o mechanicznym sznycie, ale na tej płycie dołożyli do swoje rzezi trochę więcej elektroniki jak zwykle. Wykreowali dzięki temu kawał szalonej i brutalnej muzy, która poprzez wyraźną obecność „programistyki” zyskała nowe oblicze. Zrzuciwszy z niego death-grindowy makijaż, swą ohydną gębę zakryła industrialną maską, co pozwoliło osiągnąć niekonwencjonalne brzmienie, które wraz z wariackimi i brutalnymi riffami robi niemały bajzel w głowie. Ta mieszanka wolnych, wgniatających w glebę akordów i hiperkinetycznych riffów, utrzymanych w zautomatyzowanej stylistyce z dodatkiem techno w stylu hardcore, uskutecznia sieczkę jakich mało, gotując mózg na twardo. Death metalowe mielenie w drastycznych tonach, zblendowane z grindowymi ekstremalizmami, które poddane zostały obróbce maszynowej i cyfrowej, tworzą smoothie o żelaznym posmaku, który przełamy został plastikowymi akcentami. Efekt… piorunujący i niezwykle przyciągający, bo cóż złego jest w rzeźni, oczywiście pod warunkiem, że nie jest „Rzeźnią numer pięć”. Ostre i gęste gitary, perka z popierdolonymi werblami, dudniący bas i chore wokalizy, którym wtórują głosy z sampli. Do tego klimat perwersyjnej imprezy techno i gotowe. Młotki w czaszcei spirale w oczach, „Las Vegas Parano” w krwistej wersji. Polecam, bo nie chcę sam w tym kraju popaść w obłęd, chociaż o to chyba i bez The Berzerker nietrudno.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz